Zostawiając rozważania na temat legalności czy nielegalności wprowadzenia stanu wojennego w Polsce konstytucjonalistom, a badania, czy w grudniu 1981 r. faktycznie istniała groźba sowieckiej interwencji – historykom, co do jednej kwestii nie ma wątpliwości. Stan wojenny pogłębił zapaść gospodarczą Polski, spowodował nieodwracalne straty demograficzno-społeczne i zwiększył zapóźnienie Polski w stosunku do Europy Zachodniej o więcej niż osiem lat, o które wydłużył trwanie komunizmu. To wystarczające powody – oczywiście niejedyne – by uznać wojskowy zamach stanu, bo tym w istocie było wprowadzenie stanu wojennego, za wydarzenie negatywne.

Nie można ekipie generała Jaruzelskiego zarzucić, że nie próbowała wprowadzać jakichś reform gospodarczych. Ale wskutek trzymania się zasad gospodarki centralnie planowanej, politycznych ograniczeń i braku ekonomicznego know-how przynosiły one efekty odwrotne do zamierzonych. Deficyt budżetowy łatano dodrukowywaniem pieniędzy, co zwiększało inflację, a podwyżki cen powodowały kolejne strajki i żądania podwyżek płac. W 1982 r. realne dochody ludności spadły w porównaniu z poprzednim o blisko 30 proc. W 1985 r., gdy najgorszy okres gospodarka miała już za sobą, dochód narodowy Polski nadal był o 20 proc. niższy niż w 1979 r. Długofalowym skutkiem stanu wojennego była emigracja – od wprowadzenia stanu wojennego do 1989 r. z Polski wyjechało na stałe od 700 tys. do miliona osób.

Te fakty robią jeszcze bardziej przygnębiające wrażenie, jeśli się weźmie pod uwagę, że były przypadki gdy pod rządami wojskowych lub w warunkach stanu wojennego gospodarka się rozwijała. Klasycznym przykładem jest Chile za rządów generała Augusto Pinocheta. Chilijska junta, zdając sobie sprawę, że na zarządzaniu gospodarką się nie zna, oddała ją w ręce grupy ekonomistów wykształconych na uniwersytecie w Chicago, którzy przeprowadzili prywatyzację, otworzyli kraj na zagraniczne inwestycje i zdusili inflację. Do dziś – ponad 20 lat po ustąpieniu Pinocheta – to działa. Chilijska gospodarka jest jedną z najbardziej wolnorynkowych w świecie i najstabilniejszą w Ameryce Łacińskiej.

Podobnie było w Turcji po zamachu stanu z września 1980 r. Wojskowi oddali gospodarkę – z trzycyfrową inflacją, potężnym bezrobociem i chronicznym deficytem w bilansie handlowym – w ręce byłego urzędnika Banku Światowego Turguta Ozala (późniejszego premiera i prezydenta). Ten uwolnił kurs liry, przeprowadził prywatyzację, zachęcał zagranicznych inwestorów, a wreszcie uruchomił program rozwoju najbiedniejszych i najbardziej zacofanych części kraju. Dziś jest ona bardziej dynamiczna i konkurencyjna niż większość gospodarek Europy.

Wreszcie Tajwan, który przez lata dzierżył niechlubny rekord świata pod względem długości obowiązywania stanu wojennego (trwał on od maja 1949 r. do lipca 1987 r.). Nie przeszkodziło to jednak wyspie stać się jednym z czterech azjatyckich tygrysów gospodarczych.

Niestety, ekipa generała Jaruzelskiego wolała gospodarką zajmować się sama, o czym też warto pamiętać w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego.