Deklaracje Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego uspokoiły rynki, widać to było także w Polsce. Czy ten klimat utrzyma się dłużej, będzie zależało od piątkowych decyzji szczytu całej Unii. Tym bardziej że propozycje dwóch największych państw Unii Europejskiej są kontrowersyjne (patrz tekst obok).

"Polska powinna się wstrzymać z deklaracjami w sprawie tych propozycji. Po pierwsze za mało wiemy, w jakim kierunku chce iść strefa euro. Po drugie, nie chodzi tylko o nominalne spełnienie kryteriów. Musimy nie tylko poprawić parametry fiskalne, ale i poprawić konkurencyjność naszej gospodarki" - uważa Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku.

Równocześnie Sarkozy i Merkel stwierdzili, że EBC powinien pozostać niezależny i nie powinien emitować euroobligacji, bo to – jak się wyrazili – nie jest rozwiązanie dla kryzysu. Pomimo tego rynki pozytywnie przyjęły to oświadczenie. Umocnił się złoty – do 4,44 zł za euro.

Tyle że to może być krótkotrwała euforia. "Rynek czeka na konkretne postanowienia. Strefa euro musi się zdecydować na większy federalizm i solidarną odpowiedzialność za słabszych członków. Inwestorzy chcą też dokładnie wiedzieć, jak się zmieni traktat akcesyjny, o ile zostanie powiększony Europejski Fundusz Stabilności, kiedy dojdzie do zacieśnienia fiskalnego" - mówi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ.

Eksperci są zgodni, że bez takich postanowień euforia na rynkach będzie tak samo krótkotrwała jak po wszystkich poprzednich szczytach. Równocześnie przekonują, że jeśli nawet wypracowane zostaną rozwiązania, to ich wprowadzenie może potrwać dłużej niż rok. Dlatego 2012 r. będzie jeszcze ciężki – w pierwszej połowie należy oczekiwać recesji w strefie euro, a w drugiej połowie zerowego wzrostu. Do tego gdy spadnie w Polsce popyt i ograniczymy eksport, to jeszcze bardziej spadnie import. W efekcie otrzymamy dodatni wkład eksportu netto do PKB.


"Mimo wszystko powinien ustabilizować się kurs złotego, spaść rentowność polskich obligacji i zwiększyć się popyt na polski dług" - mówi Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Banku. Wzmocnienie złotego spowoduje spadek rat kredytów osób zadłużonych w walutach, a w konsekwencji pozytywnie wpłynie na konsumpcję. "Dla budżetu mocniejszy złoty pod koniec tego i w przyszłym roku oznacza oddalenie perspektyw przekroczenia 55-proc. progu długu do PKB, co jeszcze poprawi popyt na nasze obligacje" - mówi Krzysztof Wołowicz, dyr. departamentu analiz DM TMS Brokers. Jednak, jak podkreśla, w dłuższej perspektywie część postanowień, które mają być podjęte na szczycie, w średniej perspektywie może nie być dobra dla Polski.

To np. narzucenie państwom UE zejścia z deficytem poniżej 3 proc., a z długiem do 60 proc. PKB. W wielu gospodarkach może to wymagać takiego zacieśnienia fiskalnego, że spadnią i konsumpcja, i inwestycje. W konsekwencji zmaleje popyt, w tym również na nasze wyroby. Może także nastąpić znaczne ograniczenie bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce. – Jeśli kolejnym krokiem w UE będzie ujednolicenie podatków, to stracimy na tym, ponieważ średnie podatki w Unii są wyższe niż w Polsce – mówi Wołowicz.

Strefa euro wydłuży też wiek emerytalny i czas pracy. To spowoduje, że ich gospodarka zwiększy konkurencyjność. W tej sytuacji polski rząd nie będzie mógł sobie pozwolić na żadne odstępstwa od zapowiadanego w expose premiera późniejszego przechodzenia Polaków na emeryturę.

Konieczność dokapitalizowania sektora bankowego w strefie euro w przyszłym roku oznaczać będzie, że nasze banki będą miały gorszy dostęp do finansowania, i to po wyższej cenie. W efekcie polskie przedsiębiorstwa i klienci indywidualni także będą mieli słabszy dostęp do finansowania i również po wyższej cenie. Oczywiście ekonomiści nie mają wątpliwości, że koszty te warto ponieść. Znacznie gorsze scenariusze rysują, gdyby na szczycie Unii Europejskiej nie zapadły żadne postanowienia, a strefa euro poszła w kierunku rozpadu.