Kurek odkręcono w niemieckim Lubminie nad Bałtykiem. Obok kanclerz Angeli Merkel w ceremonii wzięli udział rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew, premierzy Francji Francois Fillon i Holandii Mark Rutte, a także komisarz ds. energii Guenther Oettinger. Inwestycja trwała 1,5 roku i pochłonęła 8,8 mld euro. Przepustowość pierwszej nitki wynosi 27 mld m sześc. rocznie. Gazprom znalazł już kupców na 20 mld m sześc.

Wraz z uruchomieniem drugiej nitki w 2012 r. przepustowość magistrali wzrośnie dwukrotnie. Rosja przekonuje, że inwestycja to majstersztyk gazowej dyplomacji. Realnym zwycięzcą jest jednak rząd w Berlinie. Udało mu się namówić Moskwę do Nord Streamu i zarazem zablokować South Stream pod Morzem Czarnym. Kilka dni temu Komisja Europejska odmówiła przydzielenia South Streamowi specjalnego statusu TEN. Oznacza to, że Gazprom nie będzie miał pełnej kontroli nad rurą, za której budowę miałby zapłacić 15,5 mld euro. Tymczasem uzależnienie Europy od rosyjskiego surowca jest możliwe tylko dzięki dwóm rurom – pod Morzem Bałtyckim i Morzem Czarnym. Sytuacja, w której istnieje Nord Stream i powstaje popierane przez UE Nabucco, nie jest dla Kremla optymalna.

Dlaczego wygrani są Niemcy, tłumaczy „DGP” Aleksandr Pasiecznik, szef rosyjskiej Fundacji na rzecz Bezpieczeństwa Energetycznego. – Niemcy stają się państwem tranzytowym, z którego gaz będzie sprzedawany dalej do Europy. Takie państwo jest strategicznym centrum Europy – mówi. –Gaz z Nord Streamu popłynie przez niemieckie terytorium m.in. do Belgii, Holandii, a także Wielkiej Brytanii. Via Niemcy kupują Czesi. W energetycznej rozgrywce traci Ukraina. Zmniejsza się jej znaczenie jako państwa tranzytowego. – Słowacja, która sprowadzała surowiec przez Ukrainę, skorzysta teraz z usług Niemiec – tłumaczy Pasiecznik.

Berlin będzie gazowym hubem. Poszybują nie tylko zyski niemieckich dostawców energii, lecz także polityczne znaczenie Berlina – komentuje w rozmowie z „DGP” Michaił Krutichin z RusEnergy.

Wszystkie trzy gazociągi (Jamał – Europa, Braterstwo, Nord Stream) do Europy ze Wschodu prowadzą do Niemiec. Dzięki temu Berlin może być bardziej asertywny w rozmowach z Moskwą. A co z Polską? Dotąd przyłączenie się do rury było tabu. W praktyce okazuje się, że PGNiG już teraz odkupuje od Niemców rosyjski gaz (transportowany gazociągiem Jamał) taniej niż ten zakontraktowany w umowie z Gazpromem (o 45 dol. na 1 tys. m sześć.). W listopadzie PGNiG odkupi od Niemców 200 mln m sześc. gazu za cenę niższą o 15 proc. od Gazrpomu. Te 200 mln to 17 proc. konsumpcji surowca w listopadzie.