W Brukseli rozpoczęła się tuż po godz. 18 Rada Europejska, czyli szczyt przywódców wszystkich 27 państw UE poprzedzający kolejny szczyt strefy euro, na którym przywódcy mają porozumieć się m.in. w sprawie wzmocnienia Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF).

Według Tuska, szczyt eurolandu osiągnie porozumienie polityczne co do antykryzysowych działań, ale na techniczne szczegóły być może trzeba będzie poczekać dłużej. "Wszyscy czekają niecierpliwie na szczegóły, bo w tych szczegółach rzeczywiście tkwi już nie diabeł, ale całe piekło" - podkreślił premier tuż przed rozpoczęciem szczytu.

"Czy dziś wieczorem czy w nocy te szczegóły usłyszymy? Ja jestem ostrożny, żeby nie powiedzieć - sceptyczny" - dodał premier. Zaznaczył, że nie chce rozsiewać smutnych prognoz, ale w propozycjach, które pojawiają się na papierze "nie ma wszystkich kropek nad wszystkimi i". "Czy dzisiaj grupa euro dojdzie do porozumienia, także w tych istotnych szczegółach - zobaczymy. Ja jestem ostrożny" - powiedział szef polskiego rządu.

"Zbyt często tu przejeżdżamy (...) napakowani energią i wiarą, że wszyscy już doszli do porozumienia, a później widzimy, że niektórzy w strefie euro do tego przygotowani tak w 100 proc. nie są" - dodał premier.

Także premier Luksemburga i szef eurogrupy na poziomie ministrów finansów Jean-Claude Juncker przyznał, że "musimy dzisiaj podjąć konkretne decyzje, ale na pewno nie określimy wszystkich szczegółów". Kanclerz Niemiec Angela Merkel też mówiła wieczorem w środę, "że pozostało jeszcze wiele problemów do rozwiązania".

Według polskiego premiera, w obecnej sytuacji trudno się dziwić temu niezdecydowaniu, ponieważ - jak podkreślił - ktoś musi na końcu realnie wyłożyć bardzo poważne pieniądze, "jakich do tej pory na świecie nikt nie widział".

"To nie są żarty dla tych państw strefy euro, które będą uczestnikami tej gigantycznej operacji, czy tej niespotykanej właściwie w dziejach procedury finansowej. Trudno się dziwić, że tutaj każdy szczegół może mieć poważne konsekwencje dla całej wspólnoty i całego świata, ale bardzo mocne też dla poszczególnych państw" - powiedział Tusk.

"Nie pomstowałbym tak na ludzi, którzy przygotowują te szczegóły. Ważne jest, że krok po kroku posuwamy się do przodu" - zaznaczył premier.


Głównym wyzwaniem, jakie stoi przed strefą euro jest wzmocnienia zdolności pożyczkowych Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej, czyli głównego instrumentu, jakim dysponuje strefa euro - by powstrzymać rozlewający się z Grecji na Włochy czy Hiszpanię kryzys zadłużenia.

Szczyt ma pracować nad zwiększeniem EFSF o obecnej zdolności pożyczkowej w wysokości 440 mld euro nawet do 1-2 bln euro poprzez tzw. lewarowanie, czyli zwiększanie jego możliwości kapitałowych bez finansowania kolejnych gwarancji z kasy państw strefy euro (na co kategorycznie nie zgodziły się Niemcy). Coraz bardziej prawdopodobny wydaje się kontrowersyjny pomysł, by do EFSF ściągać kapitał z rynków finansowych, czyli np. od inwestorów z Chin.

Początkowo w środę miał odbyć się tylko szczyt strefy euro, bo to do niej należy większość decyzji dotyczącej pakietu antykryzysowego (w tym właśnie w sprawie EFSF). Ale na szczycie niedzielę premierzy krajów spoza eurolandu, w tym przede wszystkim Wielkiej Brytanii i Polski wymusili, by także w środę zwołać Radę Europejską. Argumentowali, że chociażby kwestia rekapitalizacji banków - jeden z elementów pakietu - musi być podjęta przez całą UE. Projekt wspólnej deklaracji Rady Europejskiej zakłada, że kluczowe banki zostaną dokapitalizowane, tak, by zagwarantować 9 proc. wskaźnik płynności (dotychczas wynosił 5 proc.) - ma to złagodzić szok związany z redukcją długu greckiego.

W ocenie Tuska, wpływ Rady Europejskiej na decyzje eurolandu jest "umiarkowany". "Można się spodziewać, że Rada Europejska w całości (...) będzie bardzo wyraźnie formułowała oczekiwanie, żeby jak najszybciej grupa euro dopięła szczegóły" - mówił.