Analityk Superfund TFI Łukasz Tokarski ocenił w rozmowie z PAP, że reakcja rynku ropy naftowej na informację o śmierci Kaddafiego była niewielka. "Widać pewien ruch na rynku ropy, ale należy jednak upatrywać jego powodów w sytuacji na światowych giełdach. Trudno powiedzieć, aby rynek zareagował na śmierć dyktatora" - powiedział.

Analityk sektorowy Banku BGŻ Artur Bubiło jest tego samego zdania. "Patrząc na dzisiejszy wykres ropy naftowej nie widać, aby informacja o śmierci Kaddafiego miała jakiś wpływ na cenę surowca" - powiedział. Ok. godz. 17 za baryłkę ropy brent płacono 109,95 dolara, a za baryłkę ropy crude 86,03 dolara.

Tokarski stwierdził, że znaczne ruchy na rynku ropy były widoczne na początku "przewrotu" w Libii, kiedy zamykano rafinerie i szyby naftowe. "Teraz produkcja wróci zapewne do poprzednich poziomów, ale zanim to nastąpi minie trochę czasu. W najbliższym czasie nie ma powodów spodziewać się, by sytuacja w Libii miała wpływ na ceny ropy naftowej" - powiedział Tokarski.

Muammar Kadafi został zabity w czwartek w regionie Syrty na północy kraju - poinformował tego dnia rzecznik Narodowej Rady Libijskiej (NRL) w Bengazi Hafiz Ghoga.

Libia, która jest członkiem Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), posiada największe udowodnione zasoby ropy naftowej w Afryce Północnej. Stanowią one ponad 3 proc. całkowitych rezerw światowych. Ponad 80 proc. libijskiej ropy było dotychczas eksportowane do Europy, a jednym z głównych odbiorców były Włochy.