Zarobki w takich placówkach zaczynają się od około miliona rocznie. – To absurdalnie wysokie pensje i powinniśmy się oburzać, bo chyba nigdy w historii świata nie było tak wielkich dysproporcji między nieliczną grupą bogaczy, a olbrzymią bardzo mało zarabiających – mówi profesor Krzysztof Rybiński (44 l.), ekonomista.

Ale kilkumilionowe zarobki nie oznaczają, że prezesi otrzymują tyle gotówki na swoje konta. Jak podaje "Fakt", poza pieniędzmi w skład ich wynagrodzeń często wchodzą między innymi akcje banków, na czele których stoją. Ale też mieszkania czy samochody służbowe, najczęściej są to również pakiety ubezpieczeniowe i medyczne dla całych rodzin, a czasem nawet zwrot kosztów za naukę dziecka.

Wysoko na liście szczęśliwców w ubiegłym roku był także Sławomir Sikora, stojący na czele banku Citi Handlowy. Jego wynagrodzenie sięgnęło 3,9 miliona złotych, co oznacza, że na miesiąc miał ponad 320 tysięcy złotych. Zarobki pozostałych prezesów czy ich zastępców wahały się między 1,1 mln a 2,2 mln zł. Wszystkie te dane są ogólnie dostępne w rocznych sprawozdaniach finansowych tych banków – jawność tych wynagrodzeń jest więc pełna.

>>> Posłowie PiS walczą o wielkie pieniądze. Dla siebie