Lech Wałęsa w rozmowie z "Faktem" odnosi się do bieżącej sytuacji i protestów "oburzonych". Według niego, "obecny system jest niesprawiedliwy i nie może dłużej obowiązywać. Ten system, w takim wydaniu, po prostu musi upaść. Od co najmniej 15 lat głoszę, że kapitalizm nie wytrzyma rozpoczętego stulecia. Banki wyszły poza swoją tradycyjną rolę. Dziś źle działają. Bankierzy biorą wielkie pieniądze, a co gorsza nikt nie kontroluje ile tych pieniędzy biorą i dlaczego. Kapitaliści zwalniają ludzi. To nie ma szans na przetrwanie" - mówi Wałęsa.

Byłego prezydenta nie dziwi, że na całym świecie jest aż tylu "oburzonych".  "To się zaczęło 20 lat temu, kiedy Lech Wałęsa zapowiadał, że do takich rzeczy będzie dochodzić. Przecież w Egipcie, Tunezji, Libii też wystąpiono przeciwko kapitalizmowi. Ten system działa różnie w różnych państwach. W USA jest bardziej sprawiedliwy, trochę bardziej opiekuńczy, ale w wielu miejscach jest tak krwiożerczy, że się nie da żyć."

Wałęsa przewiduje, że protesty mogą doprowadzić do rozwalenia systemu i może dojść do anarchii. Według niego kapitaliści zagarnęli zbyt dużą górę pieniędzy. Trzymają je na różnych zagranicznych kontach, a nie inwestują w nowe miejsca pracy. "Niestety, wszyscy jesteśmy temu winni, bo pozwoliliśmy na to. A przecież wszyscy wypracowaliśmy te pieniądze. Dlatego trzeba działać – jeśli nie dojdzie szybko do jakichś zmian, ludzie nie wytrzymają, zaczną żądać sprawiedliwości i może dojść do anarchii"

Wałęsa ma pomysł na rozwiązanie problemu. Według niego potrzebna jest większa kontrola nad instytucjami finansowymi bo te inwestują pieniądze bez umiaru, często ryzykując nasze oszczędności.

  >>> Ziobro i Kurski knują za plecami Kaczyńskiego!