Samorządy mają dosyć zakładów energetycznych, które łupią je na każdym kroku, zdzierając pieniądze za dostarczony prąd i konserwację ulicznego oświetlenia. Niektóre już się zbuntowały i postanowiły zorganizować przetarg na dostawę energii. Jako pierwsze ruszyło 15 gmin z województwa kujawsko-pomorskiego, które utworzyły grupę zakupową.

– Trwa audyt energetyczny obiektów gminnych. W ciągu dwóch tygodni przetarg będzie gotowy – zapowiada Stefan Śpibida, wójt gminy Dobre.

Problem w tym, że nie jest jasne, czy samorządy mogą zgodnie z prawem przeprowadzać takie przetargi. W wielu miejscach w Polsce uliczne latarnie nie są w całości ich własnością, lecz częściowo należą do samych zakładów energetycznych. Mówiąc prościej: najczęściej do gmin należą jedynie tzw. punkty świetlne, czyli wysięgnik i żarówka, a do zakładu energetycznego – słup, na którym się one znajdują. – W efekcie samorządy, chcąc uruchomić lampy, musiały nieodpłatnie przekazać na własność zakładów swoje punkty świetle – tłumaczy Jerzy Zająkała ze Związku Gmin Wiejskich RP.

Sytuacja jest zatem patowa. Z jednej strony samorządy nie mogą organizować przetargów, które nie dotyczą ich własności. Ale z drugiej są zobowiązane ustawą o zamówieniach publicznych do zakupu usług w trybie przetargowym.

Kilka miesięcy temu z pytaniem o możliwość organizowania w takich przypadkach przetargów przez samorządy wystąpiła do rządu komisja Przyjazne Państwo. Pod koniec sierpnia przyszła odpowiedź: samorządy mogą organizować przetargi, ale tylko wtedy, jeśli właściciel lamp wyrazi zgodę.

– Czyli de facto rząd pozostawia samorządy same z tym problemem – żali się Jerzy Zająkała. Mimo to zbuntowane gminy są zdeterminowane, aby przeprowadzić przetarg. – W razie problemów zgłosimy sprawę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – mówi Stefan Śpibida.

Dobre płaci 6 zł miesięcznie za konserwację jednej lampy, że ma ich 652, to roczny rachunek za samo utrzymanie infrastruktury świetlnej opiewa na niemal 50 tys. złotych. W grudniu jednak stawka będzie negocjowana, oczywiście na warunkach zakładu energetycznego. Już rok temu chciał on podnieść opłatę za konserwację jednego słupa do 14 zł miesięcznie, co oznaczałoby, że rachunki za utrzymanie lamp wzrosłyby o ponad 130 proc. A do tego dochodzą jeszcze koszty energii.

– Wtedy jakoś się wybroniliśmy. Ale jestem pewien, że w grudniu sytuacja się powtórzy – dodaje Śpibida.

W podobnej sytuacji jest Brześć Kujawski, w którym większość spośród 1,5 tys. punktów świetlnych należy do zakładu energetycznego. – Płacę niemal 160 tys. zł rocznie za ich konserwację. Z moich wyliczeń wynika, że nawet gdyby miasto płaciło połowę tego, to zakład energetyczny i tak by zarobił – mówi burmistrz Wojciech Zawidzki. Dodaje, że miasto nie zdecydowało się rozpisać przetargu na nie swoje lampy. Na razie obserwuje, jak sprawy potoczą się w innych miastach.

Niektórym samorządom udało się jednak do pewnego stopnia uniezależnić od zakładów energetycznych.

– Stawiamy własne słupy z punktami świetlnymi, z pominięciem infrastruktury zakładów – mówi Maciej Kaczmarek, zastępca wójta gminy Wierzbinek w woj. wielkopolskim. Zakładowi urząd płaci tylko za dostawę energii. Jak przyznaje, stawianie własnych słupów wymaga więcej środków i pracy, ale wysiłek wart jest zachodu. Bo lepiej świecić dobrym przykładem niż pustą kasą.

6 – 15 złotych - Tyle miesięcznie gminy wydają na konserwację jednej lampy (zależnie od umowy z zakładem energetycznym). Brześć Kujawski na samo utrzymanie ok. 1,5 tys. lamp płaci niemal 160 tys. zł rocznie.

20 – 40 procent - Zdaniem samych samorządowców tyle przepłacają oni za konserwację lamp i oświetlenie ulic. Niewielka gmina Łubianka (okolice Torunia) przez wzrost stawek za prąd płaci obecnie aż o 30 proc. więcej niż rok temu.