Najwięcej firm upada w branżach budowlanej i spożywczej. W pierwszym i drugim kwartale ich liczba spadała w porównaniu z rokiem 2010 r., ale w trzecim trend się odwrócił i zbankrutowały 174 firmy. Tak wynika z najnowszego raportu przeprowadzonego przez firmę Coface. Ale upadłości na polskim rynku jest znacznie więcej. Raport nie obejmuje firm, które likwidują biznes bez przeprowadzania postępowania sądowego, bo je na to już nie stać. oraz przedsiębiorstw, które zawieszają działalność.

Więcej niż przed kryzysem

W pierwszych trzech kwartałach polskie sądy ogłosiły upadłość 521 podmiotów. To o 4 proc. więcej niż na koniec września 2010 r. Wtedy było ich 500. Bankructw jest też zdecydowanie więcej niż przed kryzysem. W 2008 r. upadły tylko 317 firmy, co było najlepszym wynikiem w ostatniej dekadzie.

Prognozy na ostatni kwartał też są pesymistyczne. Eksperci spodziewają się, że liczba upadłości jeszcze się zwiększy i w całym roku będzie ich o 10 proc. więcej niż w 2010 r. – Aż 30 proc. dużych i średnich firm nie zakończyło pierwszego półrocza z dodatnim wynikiem finansowym. To potencjalni kandydaci do utraty płynności – zauważa Małgorzata Krzysztoszek, główny ekonomista PKPP Lewiatan.

W tych złych informacjach jest jednak pocieszająca wiadomość. Tomasz Starzyk z wywiadowi gospodarczej Dun & Bradstreet, która także śledzi liczbę upadających firm, wskazuje, że bankrutują przede wszystkim małe przedsiębiorstwa liczące do 5 pracowników. W tym roku było ich 165. Na rynku trudno też utrzymać się debiutantom – w tym roku upadły 154 firmy działające krócej niż 5 lat. Zatem dla rynku pracy sytuacja ta nie ma wielkiego wpływu.

Źle w budowlance

Zła sytuacja wciąż jest w budownictwie. W ciągu 9 miesięcy tego roku ogłoszono bankructwa 107 firm, co oznacza 47-proc. wzrost w stosunku do roku ubiegłego. Tak duży przyrost spowodował, że upadłości z tego sektora stanowią już 21 proc. wszystkich przypadków niewypłacalności w Polsce. A dwa lata temu było to tylko nieco ponad 10 proc.

– Jest to spowodowane rosnącymi problemami z utrzymaniem rentowności kontraktów na inwestycje infrastrukturalne, a także przedłużającymi się procesami odbioru tych inwestycji lub opóźnieniami w ich realizacji – zaznacza Marcin Siwa, dyrektor ds. oceny ryzyka w Coface Poland.

Sytuację pogarsza stagnacja na rynku mieszkaniowym. Do tego dochodzą trudności w zdobyciu finansowania, przez co realizowanie kolejnych inwestycji jest trudne, a zatem powstaje mniej mieszkań. Jak wynika z danych GUS, w sierpniu deweloperzy rozpoczęli 89 tys. budów, czyli o 3,8 proc. mniej niż przed rokiem.

Nadal największy udział w upadłościach mają firmy produkcyjne. Ich udział sięga obecnie 31 proc. Jest to jednak mniej niż w 2009 r. Ta poprawa jest w dużej mierze zasługą branży tekstylnej, w której liczba bankructw zmalała o 50 proc. – z 24 w 2010 r. do 12 w tym roku.

– Popyt na odzież jest o kilka procent wyższy niż przed rokiem. Równie dobre perspektywy są na kolejne lata. Rośnie więc skala zamówień w zakładach produkcyjnych. Dziś problemem nie są już zlecenia, a brak ludzi do pracy – zaznacza Bogusław Słaby ze Związku Producentów Odzieży i Tekstyliów Lewiatan. Wśród sektorów, które przyczyniają się do wzrostu liczby upadłości, jest też handel. Bankrutują małe sklepy, które nie wytrzymują w starciu z dużą konkurencją. – Coraz częściej można też zauważyć, że odbiorcy starają się regulować zobowiązania jedynie tym podmiotom, które nadal dostarczają im towar – mówi Joanna Syzdół, dyrektor biura windykacji w Coface Polland.