Stocznie: reaktywacja, czyli...
Morskie farmy wiatrowe oraz platformy do wydobywania ropy i gazu spod dna – na to stawiają polskie stocznie. Skoro w budowie kontenerowców nie mają szans prześcignąć konkurencji z Azji, koncentrują się na produkcji drogich jednostek specjalistycznych. Odkąd produkcja statków przestała być zależna od decyzji politycznych, uczestniczące w wolnorynkowej grze Gdańsk, Gdynia, Szczecin realizują intratne zamówienia z całego świata.
- SLD i Zieloni dziękują prezydentowi za weto ws. GMO
- Postaw wiatrak, dostaniesz miliony
- Tajemniczy dzierżawca szczecińskiej stoczni pod lupą śledczych
- Skandal w szczecińskiej stoczni. Do gry wkraczają śledczy
- Przestworza, bandżo i jachty
- Monopolista zapowiada: będzie mniej ropy w Polsce
- Energetycy znów chcą walczyć o gwarancje zatrudnienia
- Pawlak kaja się przed stoczniowcami: Wyrzut sumienia dla władz
- Wałęsa sam z wieńcem. "To nie jest to, o co ja walczyłem"
- Prezydent i marszałek pod pomnikiem stoczniowców
- Szczecińska stocznia zbuduje dwa nowe lodołamacze
- Stoczni już nie ma. Ale powstaje coś zupełnie nowego
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dwa lata temu, gdy z kupna upadłych stoczni w Gdyni i Szczecinie wycofał się inwestor z Kataru, wydawało się, że wkrótce zniszczeją, a politykom pozostanie rozliczanie się, kto do tego doprowadził. Tymczasem zaczynają ożywać. Już w przyszłym roku wartość produkcji na terenie Stoczni Gdynia będzie znacznie większa niż w ostatnich latach przed upadłością.
Polskie firmy, które przejęły majątek stoczni, wyciągnęły wnioski z kryzysu budownictwa okrętowego i nie mogą się opędzić od zamówień na specjalistyczne jednostki, urządzenia dla farm wiatrowych oraz morskich platform wydobywczych.
Dziwolągi się sprzedają
147,5 m długości, 42 metry szerokości i z pewnością piękny nie jest. Ni to statek, ni to pływająca platforma. Ale wygląd nie ma znaczenia, ten dziwoląg kosztuje prawie 200 mln euro, osiem razy więcej niż zwykły masowiec. Tak skomplikowanej konstrukcji w Gdyni jeszcze nie budowano. Jej fragmenty wystają już z suchego doku, a w połowie przyszłego roku popłynie do odbiorcy, niemiecko-holenderskiego armatora Beluga Hochtief Offshore. Będzie służyć do stawiania siłowni wiatrowych na morzu. Gigantyczny dźwig na pokładzie może unieść konstrukcję o wadze 1,5 tys. ton dzięki podparciu się jednostki o dno na wypuszczanych hydraulicznie, stalowych nogach. Inwestycję prowadzi Crist, jedna z kilku firm, które reanimują właśnie polskie stocznie.
Nazwa Crist pochodzi od inicjałów założycieli spółki z początku lat 90. Ostatecznie udziałowców pozostało dwóch: Ireneusz Ćwirko i Krzysztof Kulczycki, koledzy ze studiów na Politechnice Gdańskiej. Pierwsze pieniądze zarobili za granicą w latach 80. Ćwirko pływał wówczas na radzieckim statku do połowu tuńczyków, a Kulczycki pracował w Dubaju. Wcześniej obaj byli zatrudnieni w Stoczni Północnej w Gdańsku.
W dwadzieścia lat, zaczynając od prostych prac remontowych i podwykonawstwa, stworzyli firmę z 15 mln rocznego zysku przy blisko 400 mln zł przychodów (dane za 2009 rok). Zanim kupili suchy dok w Gdyni, budowali statki na nabrzeżu w Gdańsku, skąd wodowano je przy użyciu dźwigów. Były to m.in. kutry rybackie, barki budowlano-remontowe, ale też bardziej skomplikowane statki serwisowe dla platform wiertniczych. Teraz chwalą się, że potrafią nawet wydłużyć statek, wstawiając w środek nowy fragment kadłuba. I to wszystko w 48 godzin.
Specjalistyczne pismo „Shipbuilding Industry” napisało niedawno o Polakach i ich „najbardziej zaawansowanym technicznie projekcie w Europie”. A jeszcze niedawno produkowano tu proste kontenerowce czy masowce. Jeden statek specjalistyczny kosztuje 200 mln euro. By osiągnąć taki przychód, Stocznia Gdynia musiała wcześniej zbudować nawet osiem jednostek. I to bez szansy na zysk.















































~helmut2011-08-28 22:59
ale totalne badziewie propagandowe w wydaniu PO.
~- - -2011-08-28 11:47
przepraszam za powtórzenia, ale to dlatego, że moje posty sie najpierw nie ukazywaly...
~asa2011-08-28 11:41
w tym tekście Dziennika - Gazety Prawnej jest MNÓSTWO PRZEKŁAMAŃ w konkretnuch rzeczach, a przede wszystkim jest on totalnie
jednostronny i nieobiektywny...
już wcześniej były podobne teksty (m.in. w "Polityce") dmuchające w jedną trąbę propagandową z rządem i ministrem Gradem...
media NIE SPRAWDZIŁY RZETELNIE, DOGŁĘBNIE - jak to jest z tą Stocznią Gdynia i uprawiają (nieuzasadnioną) propagandę sukcesu w
odniesieniu do stoczni - razem z Gradem...
w kwietniowym wydaniu miesięcznik "Nasze MORZE" napisał m.in. o nagłośnionej medialnie wizycie Grada w byłej Stoczni Gdynia... pisał
m.in.:
Pytania do ministra Aleksandra Grada
1. Czy nie było nadużyciem i wprowadzeniem w błąd opinii publicznej Pańskie stwierdzenie, iż "ludzie wcześniej zwolnieni mogą tu
wrócić do pracy", skoro przytłaczająca większość zatrudnionych obecnie przez firmy działające na terenie byłej Stoczni Gdynia
przeniosły tutaj swoich dotychczasowych pracowników?
[ można dodać, że np. w związku z przeniesieniem się do Gdyni stoczni Crist opustoszały dwa miejsca w Gdańsku, w których Crist
budował kadłuby: na byłych pochylniach Stoczni Gdańskiej i koło spichlerza byłego Baltic Maltu;
w "dziurze" po byłej Stoczni Gdynia nie powstaje żadna nowa jakość - tam tylko działają firmy przenoszące się z innych miejsc i
przenoszące tam swoich pracowników...
a jeżeli chodzi o działalność remontową (doki wynajmuje głównie Remontowa)...
jak firmy kontrolujące obecnie doki nie potrafią zdobyć rynku i zapełnić ich tym, do czego zostały stworzone (budowy nowych
statków), no to siłą rzeczy zagospodarowują je do remontów - to żadna zasługa... racjonalne działanie, a nie żaden "sukces"
rewitalizacji stoczni...
a w dodatku mniejszy z dwóch doków i tak był wykorzystywany do remontów już od wielu lat "za życia" Stoczni Gdynia, więc to też
żadna nowina dla terenów byłej Stoczni Gdynia, ani żaden nowy "wynalazek" w ramach "rewitalizacji stoczni" rzekomo dokonanej dzięki
obecnemu rządowi...]
2. Stwierdził Pan m.in.: "...teraz Stocznia to dobrze zorganizowana struktura, w której pracuje ponad 1,5 tys. osób; wcześniej na
terenie SG pracowało ok. 5 tys. osób. Wcześniej było ich po prostu za dużo. To był zły model biznesowy". Tymczasem ostatnie statki
budowane przez Stocznię Gdynia budowała załoga składająca się z około 2 tys. ludzi, w międzyczasie bowiem dokonano restrukturyzacji
zatrudnienia. Co to za "dobrze zorganizowana struktura", skoro na terenie stoczni działa kilka firm o odmiennych profilach produkcji,
nie mających ze sobą nic wspólnego?
3. Czy nie uważa Pan za wprowadzanie opinii publicznej w błąd twierdzeniem, że "w Stoczni Gdynia znów buduje się statki", skoro w
rzeczywistości buduje się tam prawie wyłącznie, z jednym wyjątkiem, jedynie częściowo wyposażone kadłuby i sekcje?
[ dodam od siebie, że ten wyjątek, ten jeden statek (jedyny w obecnych zamówieniach firm działających obecnie na terenie Stoczni
Gdynia), który ma być zbudowany "do końca" - "na gotowo" (w pełni wyposażony), to jednostka na projekcie zagranicznym, w
przeciwieństwie do statków budowanych przez Stocznię Gdynia i przez jej (polskich) projektantów - inżynierów-okrętowców ]
[update: podobno Crist zdobył właśnie (początek sierpnia) kontrakt na jeszcze jedną taką jednostkę do stawiania i obsługi
elektrowni wiatrowych offshore, ale to nie zmienia ogólnej postaci rzeczy, na którą się tu wskazuje]
4. Opierając się na Pańskich oraz pana Patryka Michalaka słowach, media podały, iż nowe firmy na terenie byłej stoczni inwestują
"setki miliony złotych". Prosimy o podanie konkretnego zestawienia: jakie to i ile warte inwestycje?
5. Dlaczego z chwilą, gdy do władzy doszła koalicja PO-PSL nowy zarząd Stoczni Gdynia (powołany przez radę nadzorczą, w której
decydujący głos mieli przedstawiciele nowego rządu) wstrzymał wszelkie zabiegi marketingowe i kontraktację statków, skoro nie była
jeszcze gotowa ustawa kompensacyjna i nie było jednoznacznie przesądzone, że stocznię trzeba będzie zamknąć, a na rynku budowy nowych
statków panował jeszcze wtedy boom i można było zawrzeć korzystne, rentowne kontrakty?
"Nasze MORZE" pisze dalej w artykule, że po otrzymaniu powyższych pytań pracownicy biura prasowanego ministra najpierw przez wiele
dni zapewniali redakcję "Naszego MORZA", że odpowiedź na nie jest przygotowywana, jednak niemal trzy tygodnie po ich wysłaniu,
poinformowano redakcję, że odpowiedzi jednak nie będzie, nie wyjaśniając powodów odmowy odpowiedzi.
~- - -2011-08-28 08:46
faktem (niezależnym od polityki) jest, że przemysł okrętowy ZAWSZE był poddany cyklom koniunkturalnym... a że konkurencja (jak w wielu innych branżach) coraz silniejsza, to i dołki koniunkturalne boleśniejsze i przedłużające się...
faktem jest, że obecnie zaczyna powoli wracać koniunktura na tym rynku, a my już nie możemy tak z niej skorzystać, jak byśmy mogli mając te dwie duże stocznie produkcyjne nie rozdrobnione i nie zajęte obecnie produkcją częściowo-wyposażonych kadłubów statków na projektach przywożonych z zagranicy
faktem jest, że "szał" na statki do budowy elektrowni wiatrowych offshore się niedługo (za kilka lat) skończy, ale pojawią się inne "zastosowania" dla stoczni...
faktem jest, że jeszcze długo Polska nie dojdzie z poziomem życia - z poziomem płac w stosunku do cen do poziomu Europy zachodniej, czyli praca będzie u nas jeszcze długo (jakieś 15 - 20 lat) tańsza niż na zachodzie Europy...
i w związku z tym można było ponownie sprywatyzować stocznie polskie (np. Szczecińską z udziałem Piotrowskiego "i spółki") czyli naprawić błąd i zbrodnię gospodarczą SLD, który zamknął w więzieniu Piotrowskiego, Żarnocha i innych, co umożliwiło mu (rządowi Miller'a) renacjonalizację stoczni, zamiast je jednym cięciem, na życzenie Komisji Europejskiej / Unii Europejskiej, w której "przewodnią siłę" stanowią Niemcy i Francja (nawet przy podawaniu faktów nie da się uciec od polityki - jak widać) zamykać...
faktem jest, że przy (wciąż niższych w Polsce - konkurencyjnych) kosztach polskie stocznie MOGŁY być (po prywatyzacji ponownej) konkurencyjne na tyle, żeby jeszcze przynajmniej przez 15-20 lat podziałać...
dopiero potem (przy dochodzeniu poziomu płac i poziomu życia w Polsce do zachodnioeuropejskiego poziomu) stocznie MOGŁYBY BYĆ NAPRAWDĘ skazane na "śmierć naturalną" - jak w Szwecji, Wielkiej Brytanii, etc.
faktem jest więc, że zupełnie bez sensu było "odpuszczenie" sobie stoczni w takich warunkach (po wcześniejszej mniej lub bardziej naturalnej śmierci np. Huty w Szczecinie i innych zakładów zapewniających sporo miejsc pracy...)
a po tych 15-20 latach - stopniowo (nie "na raz"), łagodniej, z mniejszym wstrząsem społecznym, z mniejszymi kosztami społecznymi (może przy Polsce już bogatszej, czyli mogącej łatwiej i skuteczniej zapenić miękkie lądowanie / przekwalifikowanie masowo zwalnianym stoczniowcom) stocznie mogłyby sobie umrzeć śmiercią naturalną (niepotrzebne więc było "dobijanie" ich w 2009, tym bardziej, że to nie tyle same stocznie (jako branża) "były sobie winne", a winny był głównie ten przewał za rządów Millera z pokazówką - z pogonieniem w świetle fleszy, w kajdankach, Piotrowskiego, Żarnocha, etc. i z renacjonalizacją)... więc stocznie by sobie "spokojniej" i łagodniej "umarły śmiercią naturalną" po tych 10, 20 czy 30 latach od teraz...
ALBO
odnalazłyby się w nowej rzeczywistości i po tych 15, 20 czy 30 latach od teraz budowałyby podwodne miasta...
(bo, że przed stoczniami stoi przyszłość nie tylko przy budowaniu statków, ale właśnie np. za 20, 30 czy 50 lat - przy budowaniu uzrądzeń, pojazdów podwodnych i budowli pozwalających człowiekowi "kolonizować" ocean - nie ma wątpliwości)
faktem jest, że te stocznie niemieckie, które miały niby upadać (np. Lindenau) otrzymały pomostowe wsparcie od rządu Niemiec i obecnie nie nikt nie mówi o ich zamykaniu...
owszem - nie wszystkie stocznie np. w Niemczech przetrwały ostatni "dołek"... ale pamiętajmy, że w Niemczech są ZNACZNIE wyższe koszty pracy, niż w Polsce...
faktem jest, że np. we francuskiej części koncernu STX (dawniej Aker Yards, dawniej Chantiers de 'l Atlantique) udziały ma nadal rząd Francji i dokłada pieniądze tak samo jak dokładał przed przymusowym (na rozkaz Komisji Europejskiej) zamknięciem polskich stoczni...
faktem jest, ze wiele bogatych panstw OPAMIETALO sie i zatrzymalo odwrot od industrializacji i "przemysłów tradycyjnych"...
bo NIE DA sie (rosnacej) populacji zapewnic pracy w nowych technologiach i w uslugach...
tym bardziej, ze te nowe technologie (np. sterylne, w wysokim stopniu zautomatyzowane "fabryki" chipow elektronicznych) wymagaja BARDZO MALEGO zatrudnienia...
jednym z krajow, ktore zatrzymaly odwrot od "przemyslow tradycyjnych" są Niemcy...
dlatego WSPIERAJA SWOJE STOCZNIE
ale, zeby bylo im latwiej, to zalatwili - poprzez Komiosje Europejska - udupienie polskich stoczni...
itd., itd.
~- - -2011-08-28 08:41
nie chodzi o utrzymywanie nierentownych firm
chodzi o to, że stocznie mogły jeszcze przynajmniej 20-30 lat (a moze o wiele dłuzej) służyc polskiej gospodarce i bogaceniu sie regionu.
nie trzeba bylo ich zamykac.
trzeba bylo nimi dobrzez zarzadzac. i reprywatyzowac, ale nie w ten sposob, jak to zrobiono - przez rozdrobnienie i wyprzedaz.
~hel602011-08-27 18:05
ciekawe czemu tam do stoczni tusk nie jedzie doglądać sukcesu???
~rolnik bezrolny2011-08-27 13:10
Autor "zapomnial" napisac, ze ta polska firma Crist, czyli de facto Cwirko-Kulczycki, nie posiada wlasnych technologii, tylko jest tanim wykonawca dla Niemcow, Holendrow i.t.d. Tu warto by sie spytac, czy za dwadziescia lat Polacy beda mieli jakies wlasne technologie, bo polawiajac radzieckie tunczyki i pracujac na Arabow mozna co prawda zaoszczedzic znacznie wiecej niz w POlsce, a potem zalozyc firme, ale od polowu tunczykow do przygotowania sie w sferze inzynierii materialowej jest bardzo daleko i teraz pan Cwirko moze sobie zaimponowac dawnym ludziom radzieckim z trawlera tunczykowego n.p. zasobnoscia swojego konta, ale dla niemieckich inzynierow, ktorzy zamiast wloczyc sie po swiecie to pilnie studiowali, to pan Cwirko nadal jest ein Polacke. "Rolnik bezrolny" dziekuje za Wasze szpalty.
~Gość2011-08-27 12:09
Autor podaje dużo argumentów. Proste zasady ekonomii działają jeśli nie rozgrywa się kwestii politycznie. Związki zawodowe w stoczniach zamiast działać na rzecz zakładów w których pracowali myślały tylko jak tu utrzymać swoje wysokopłatne stanowiska. Ja jako podatnik wolę aby państwo wkładało pieniądze w infrastrukturę, pomoc społeczną, służby publiczne, a nie pakowanie miliardów w czarną dziurę. Zakłady produkcyjne muszą być dochodowe i już. Jeśli nie są, powinny być zamykane.
Ja mam własną działalność i muszę płacić wszystkie podatki oraz parapodatki i nikt mi nic nie da nawet jeśli poniosę stratę na swoim biznesie. Czy ty jako inny podatnik chciałbyś płacić na mnie jak ja źle skalkuluję swoją inwestycję? Każdy kto tak głośno krzyczy o tym, że koniecznie musimy utrzymywać nierentowne zakłady niech weźmie na utrzymanie jednego stoczniowca i ładuje w niego swoją kasę. Mnie też spotykają nieprzyjemności w życiu i muszę się z nimi borykać, ale nie chcę aby społeczeństwo za mnie cokolwiek płaciło. Socijalizm już w Polsce mieliśmy i z tego co pamiętam zbankrutował. Tylko w niektórych ten socializm wciąż siedzi.
~- - -2011-08-26 16:39
piramidalna bzdura
artykuł absolutnie nieobiektywny
propaganda sukcesu bez realnych podstaw, bez uzasadnienia !!!
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!