Choć w dłuższej perspektywie na wzroście inflacji firmy tracą, bo klienci kupują mniej, to są branże, które z tego powodu poprawiają krótkoterminowe wyniki. Wzrost cen, który najpierw wywołała podwyżka VAT, a potem drożejące na świecie towary, spowodował wzrost obrotów producentów etykiet. Z powodu częstych zmian cen markety zamawiają ich coraz więcej.

– Od dwóch miesięcy widzimy drastyczny skok zapotrzebowania na etykiety cenowe. Ich sprzedaż wzrosła przynajmniej o 30 proc. – mówi Robert Stępień z firmy BS System, produkującej takie etykiety.

Zyski z magazynowania

Z powodu inflacji popularność zyskuje zupełnie nowy produkt – etykiety elektroniczne, które wyświetlają ceny. Dzięki nim nie trzeba towarów przemetkowywać, wystarczy wpisać nową cenę.

– Klientów powstrzymuje jeszcze cena. Sklep wielkości 100 mkw. dysponujący 1 tys. towarów musi zainwestować 25 tys. zł – wylicza Magdalena Wiktor-Gawlik ze spółki Novitus handlującej tymi urządzeniami.

Inflacja usprawiedliwia także podwyżki cen w sklepach. Handlowcy nie muszą już tak dokładnie patrzeć na ręce konkurencji, bo klienci przyzwyczajają się do rosnących wydatków.

Jak zauważa Andrzej Gantner z Polskiej Federacji Producentów Żywności, o ile ceny towarów na półce można zmieniać z godziny na godzinę, to cenniki obowiązujące między sklepami a dostawcami najczęściej raz na miesiąc. Zatem sklepy mogą pod pretekstem rosnących cen surowców podnosić u siebie ceny, mimo że nie było do tego powodu.


Zyski liczą pośrednicy dysponujący dużymi magazynami. Jeśli przetrzymali zboża czy cukier, teraz zyskują nawet kilkaset procent. Cukrowa panika, jaka ogarnęła Polskę w połowie marca, pociągnęła za sobą wzrost cen zamienników, które do tej pory stanowiły rynkową niszę. Dystrybutorzy słodzików, cukru trzcinowego i miodów zanotowali przynajmniej dwucyfrowy wzrost obrotów. – Sprzedaż samych słodzików w porównaniu z marcem 2010 wzrosła o niemal 100 proc. – zauważa Michał Sikora z Tesco Polska.

Inflacja zmniejsza ratę

Na inflację nie mogą również narzekać kredytobiorcy. – Korzystają ci, którzy wzięli pożyczkę ze stałą stopą procentową, bo ich rata nie rośnie nawet mimo zwiększającej się stopy WIBOR – mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA.

Zaznacza jednak, że w przypadku kredytobiorców nie można mówić o zysku, a o malejących kosztach finansowania. Co nie zmienia faktu, że osoby, które np. na początku roku nabyły auto lub telewizor czy meble w kredycie 50/50, mogą sobie od ich ceny odliczyć jeszcze 3,5 proc. – bo tyle zdaniem rządu w tym roku wyniesie inflacja.

– Ale oczywiście mniejsze koszty obsługi zadłużenia mają wszyscy posiadacze kredytów gotówkowych i ratalnych, szczególnie jeśli za wzrostem cen podąża wzrost ich płac – podkreśla Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości.

Zarobek na surowcach

Inflacja poprawia wyniki finansowe firm wydobywczych – np. KGHM. Miedziowy koncern osiągnął w pierwszym kwartale 2 mld zł zysku, czyli o 150 proc. wyższy niż w roku ubiegłym.

– Na wysokim wzroście cen surowców zawsze korzystają takie firmy. To dla nich złoty okres – mówi Dorota Sierakowska, analityk DM BOŚ.

KGHM oprócz miedzi wydobywa również złoto i srebro. A ceny tych kruszców szybują wysoko zawsze wtedy, gdy sytuacja gospodarcza jest niestabilna.

Przez ostatni rok cena tony miedzi na rynkach światowych wzrosła o prawie 39 proc. – i przekroczyła 9 tys. dol. za tonę, srebra – o ponad 92 proc. – do 35 dol. za uncję, a złota – 25 proc., osiągając 1496 dol. za uncję.

– Koszty wydobycia są mniej więcej stałe. Stąd firmy wydobywcze mogą dzięki wzrostom cen osiągać rekordowe wyniki – tłumaczy Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA. Oczywiście czują one presję płacową ze strony pracowników, ale wzrost cen surowców rekompensuje z nawiązką ewentualne podwyżki wynagrodzeń.