Zeszłotygodniowe notowania na globalnych rynkach akcji zostały w prosty sposób zdominowane przez stosunek do ryzyka. Spadek eurodolara o 1,7 procent i więcej niż skromny wzrost indeksu CRB, w dużej mierze zbudowany na odbiciu na rynku ropy, połączony z dynamicznym wzrostem cen amerykańskich obligacji dały mieszankę, która zmuszała do sprzedawania akcji.

W istocie skromne w sumie zmiany wartości indeksów na Wall Street nie oddają układu sił, który kształtuje teraz ceny. Porównanie zachowania poszczególnych sektorów wskazuje, iż za minimalnymi spadkami kryło się klasyczne dla zwątpienia w siłę gospodarki przesunięcie w portfelach. Sprzedawano spółki z sektorów przemysłowego, finansowego oraz surowcowego a kupowano spółki medyczne i farmaceutyczne. Co ważniejsze, proces ten nie zaczął się w minionym tygodniu, ale w poprzednim.

Oznacza to, iż na Wall Street, ale również w Europie przewagę zyskali pozycjonujący się pod słabszą od oczekiwań koniunkturę. Nie ma jednak wątpliwości, iż centrum sceny zajmują dziś Stany Zjednoczone, gdzie słabość rynku pracy pokazywana przez liczbę nowych bezrobotnych i mizerne, bo w dużej mierze zbudowane na zakupach paliw, dane o sprzedaży detalicznej pozwalały i pozwalają wątpić w odbudowanie się dynamiki PKB w II kwartale.

Po słabym odczycie dynamiki PKB w I kwartale (+1,8 procent), którego genezy poszukiwano w ciężkiej zimie i wydarzeniach w Japonii, rynek oczekiwał, iż w II kwartale dynamika PKB odbuduje się do 3,2 procent. Ostatnia seria danych makro zmusiła graczy do przemyślenia tych szacunków. Co gorsze, relatywnie niskiej dynamice gospodarki ma towarzyszyć wysoka inflacja. Razem daje to koktajl, w którym rynkowi pesymiści będą widzieli i widzą zalążki kolejnej fali kryzysu. 

Dla tak zarysowanego układu sił przeciwwagą nie mogą stać się bardzo dobre odczyty dynamiki PKB w Niemczech i Francji oraz poprawne w strefie euro, gdyż Europa skoncentrowała teraz swoją uwagę na potencjalnych stratach banków, które mogą zostać zmuszone do pogodzenia się z restrukturyzacją greckiego długu. W praktyce oznaczałoby, iż spora część straconego w Grecji kapitału stanie się problemem sektora bankowego, który jeszcze nie podniósł się z kryzysu na rynku nieruchomości.

W tej perspektywie patrząc bliska przyszłość rynków akcji w dużej mierze zależy od tego, jak na powrót Grecji na pierwsze strony serwisów giełdowych zareagują politycy Unii Europejskiej i jak będzie kształtował się stosunek do ryzyka, którego probierzem będzie zachowanie surowców, dolara i amerykańskiego długu. Powrót obaw o siłę amerykańskiej gospodarki powoduje, iż na wszystkich rynkach do rangi wydarzenia tygodnia urasta czwartkowy raport pokazujący liczbę nowych bezrobotnych w USA.