Gaz łupkowy to sprawa poszczególnych krajów, a nie Unii Europejskiej - powiedziała PAP ekspertka ds. środowiska UE Jesse Scott. Jej zdaniem minie co najmniej kilka lat, zanim KE ewentualnie zaproponuje jakąś regulację dotyczącą wydobycia gazu łupkowego w UE. Jesse Scott jest niezależną ekspertką ds. uninej polityki środowiska, współpracuje m.in. z Centrum Strategii Europejskiej, demosEuropa.

"Widać wyraźnie, że gaz łupkowy to sprawa poszczególnych krajów, a nie europejska" - powiedziała w piątek PAP Jesse Scott. "Nie jestem zaskoczona podejściem Francji do gazu łupkowego, tam nie będzie on miał znaczącej pozycji w bilansie energetycznym. Trzeba też spojrzeć na położenie geograficzne złóż, które znajdują się w północnej części kraju, obejmującej Paryż" - zauważyła Scott. Nie umiała jednak odpowiedzieć, czy na francuskich deputowanych może mieć wpływ lobby nuklearne (prawie 80 proc. energii we Francji jest wytwarzane w elektrowniach jądrowych).

Francuscy deputowani uchwalili w środę projekt ustawy przewidujący zakaz wydobycia gazu łupkowego przy użyciu techniki kruszenia hydraulicznego. Wbrew stanowisku lewicowej opozycji projekt dopuszcza jednak eksploatację tego surowca innymi metodami.

Wydobyciu gazu z łupków niechętni są również Niemcy, chociaż mają jego złoża. "W Niemczech trudno jest uzyskać akceptację dla jakichkolwiek projektów energetycznych, nawet farmy wiatrowe wywołują spory. To jest sprawa polityczna, a nie ekonomiczna" - podkreśliła Scott. Dlatego - zauważyła - w Niemczech nie ma dobrze rozwiniętej infrastruktury energetycznej. Dodała, że jedyne źródło energii akceptowane w tym kraju to solary montowane na dachach budynków.

"We wschodniej Europie sprawa wygląda zupełnie inaczej, zwłaszcza dla Polski gaz łupkowy oznacza szanse na korzyści ekonomiczne oraz uniezależnienie się od węgla" - powiedziała Scott. Pytana, czy można się spodziewać prób uregulowania kwestii wydobycia gazu łupkowego w Europie przez Komisją Europejską, odparła: "minie co najmniej kilka lat, zanim Komisja Europejska ewentualnie zaproponuje jakąś regulację".

"Nie sadzę, że to nastąpi wkrótce, ale będzie dyskusja na temat, czy taka regulacja jest potrzebna. Na początek Komisja może zaproponować tzw. komunikację, czyli uruchomi konsultacje w sprawie szkód i szans, jakie niesie wydobycie gazu łupkowego. Uważam zresztą, że dobrze byłoby się temu przyjrzeć" - powiedziała ekspertka.

Obawy związane z wpływem na środowisko wydobycia gazu ze skał łupkowych wyrażał m.in. unijny komisarz ds. energetyki Guenther Oettinger, a odnosząc się do polskich ambicji, zauważył, że gaz łupkowy może pełnić rolę "uzupełniającą" w bilansie energetycznym UE.

We Francji nie wolno będzie wydobywać gazu i oleju łupkowego za pomocą metody kruszenia hydraulicznego, uznawanej za szczególnie szkodliwą dla środowiska. W związku z tym odebrane mają być udzielone już uprzednio licencje na eksploatację złóż gazu łupkowego, chyba że dany inwestor wykaże, iż zamierza używać do pozyskania tego surowca innej metody, niepowodującej zanieczyszczeń.

Rozkruszenie szczelnej skały łupkowej na dużej głębokości wymaga użycia dużej ilości wody z niewielką ilością chemikaliów. Krytycy uważają, że chemikalia te mogą się przedostać do wód gruntowych, ponadto może dochodzić do wycieku metanu. Zarzuty te odpierają eksperci ze Stanów Zjednoczonych (gdzie wydobywa się gaz łupkowy na dużą skalę), którzy podkreślają, że technika wydobycia cały czas się rozwija.

Premier Donald Tusk zapowiedział w piątek, że bez względu na ograniczenia dotyczące poszukiwań gazu łupkowego we Francji i Niemczech, Polska będzie postępować "wedle własnego rozeznania". Zasugerował, że ograniczenia te mogą być skutkiem lobbingu.

Według różnych szacunków, Polska może mieć zasoby gazu niekonwencjonalnego nawet rzędu setek miliardów metrów sześciennych; Amerykanie mówią nawet o bilionach m sześc. Specjaliści podkreślają jednak, że szacunki te zostaną zweryfikowane dopiero po dokładnych badaniach i próbnych odwiertach, a to musi potrwać jeszcze kilka lat.

Z Brukseli Julita Żylińska (PAP)

jzi/ icz/ drag/ gma/