"Znaczne ochłodzenie w pierwszych dniach maja i opady śniegu mogą mieć negatywny wpływ na zawiązywanie się owoców (...) Obniżenie temperatury objęło większość obszaru Polski" - napisano w środowym komunikacie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

"Spadek temperatury w czasie kwitnienia drzew powoduje straty. W przypadku kwiatów wystarczy, że temperatura spadnie do poniżej 3-4 stopni Celsjusza, by zostały zniszczone. Jeszcze krócej wytrzymuje znamię słupka (część rośliny przyjmująca zapylenie), w tym przypadku wystarczy, że temperatura spadnie do minus 3 stopni na dwie godziny, a z nich owoców już nie będzie" - powiedział PAP w środę prof. Kazimierz Tomala ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Dodał, że w koronie drzewa znajdują się kwiaty w różnym stadium i nawet w przypadku ujemnej temperatury, nie oznacza to, że wszystkie zostały zniszczone. Tym bardziej, że różne odmiany np. jabłek nie kwitną w tym samym czasie. Najwcześniej zakwita odmiana Idared, a znacznie później np. Gala czy Golden Delicious.

Tomala zaznaczył, że najgorzej sytuacja wygląda w rejonie Bydgoszczy, gdzie temperatura spadła poniżej 7 stopni, a to oznacza, że tam pąki kwiatowe nie przetrwały. "Lokalnie straty mogą być spore" - przyznał. Jednak największym zagłębiem owocowym w Polsce jest rejon grójecko-warecki, skąd pochodzi 1/3 zbiorów jabłek. Na terenie Mazowsza przymrozków raczej nie było.

Zdaniem profesora, uszkodzenie kwiatów nie przekłada się do końca na wielkość zbiorów. W przypadku jabłoni czy grusz wystarczy, że 10-15 proc. kwiatów zamieni się na owoce, to zbiory i tak będą dobre. Aby uzyskać dobre zbiory wiśni czy czereśni - na drzewach musi pozostać 30 proc. zawiązków. Znacznie więcej musi pozostać na krzewach porzeczek.

W ocenie prezesa Towarzystwa Rozwoju Sadów Karłowych prof. Eberharda Makosza, wpływ spadku temperatury na uprawy sadownicze będzie zdecydowanie ujemny, zwłaszcza, jeśli chodzi o krzewy, na których jest pełnie kwitnienia albo już przekwitły. Według niego, największych strat można się spodziewać w plantacjach czarnej porzeczki. Uszkodzone zostały też kwiaty wiśni, czereśni i śliw. Może być też mniej truskawek."Niektórzy eksperci oceniają szkody na plantacjach truskawek deserowych na ok. 20 proc., co jednak nie powinno mieć większego wpływu na wielkość zbiorów" - napisano w komunikacie resortu.

"Na razie nie da się ocenić skali strat. Nie będzie w tym roku rekordowych zbiorów, ale nie będą one też tak niskie jak w ubiegłym roku" - powiedział Makosz. Dodał, że według posiadanych przez niego informacji bez żadnych strat przekwitły drzewa owocowe w Europie Zachodniej, gdzie wegetacja roślin jest wcześniejsza niż w Polsce.

Podobnie uważa dr Krzysztof Zmarzlicki z Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach. Ocena, że można spodziewać się strat, ale raczej lokalnych. Dodał, że nawet, jeżeli temperatura spadła poniżej 4 stopniu Celsjusza, to "może dojść do samoistnego przerzedzenia zawiązków i choć może być mniej kwiatów, to wcale nie oznacza, że nie będzie owoców". Jego zdaniem, będzie można szacować wielkość tegorocznych zbiorów owoców dopiero pod koniec czerwca.

Gwałtowne ochłodzenie i wiosenne przymrozki zawsze są też niebezpieczne dla winorośli. Plantacje z niepokojem obserwują lubuscy winiarze. Jednak po pierwszym przymrozku wielkich strat w uprawach nie ma, jedynie na niektórych stanowiskach część roślin ucierpiała - poinformował PAP prezes Zielonogórskiego Stowarzyszenia Winiarskiego Roman Grad. Podczas minionej zimy w lubuskich winnicach przemarzło ok. 2-3 proc. winorośli, co w naszym kraju jest zjawiskiem normalnym.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej prognozuje, że w następnych dwóch dniach będzie nadal zimno. Ze środy na czwartek temperatura spadnie do minus 3 stopni na Pomorzu, a z czwartku na piątek na północnym wschodzie obniży się do minus 2 stopni, zaś miejscami na Suwalszczyźnie do minus 6 stopni.

Tomala podkreślił, że sadownicy mogą chronić drzewa przed przymrozkami włączając nawodnienie ponad koronowe, czyli rozpryskując wodę, co minutę. "Jest duża szansa, że przy mało wietrznej pogodzie, nawet spadek temperatury do minus 7 stopni, rośliny mogą przetrwać. To znana i skuteczna metoda" - mówił. Dodał, że w Polsce stosowana jest na niewielką skalę, bo system ten jest dosyć kosztowny.