Przez wiele miesięcy wydawało się niemal oczywiste, że jesienią fotel szefa Europejskiego Banku Centralnego obejmie kandydat Berlina Axel Weber. Europa przestraszyła się jednak, że Niemiec zamorduje kiełkujący wzrost gospodarczy przez swoją radykalnie antyinflacyjną politykę stóp procentowych. Kanclerz Angela Merkel zrezygnowała z tej kandydatury. Jej ruch interpretowany jest jako ustępstwo. W zamian Niemcy liczą na poparcie dla zmian w zarządzaniu strefą euro i paktu dla konkurencyjności.

Weber – 54-letni szef Bundesbanku – był dla wielu krajów strefy euro postacią kontrowersyjną. Reprezentował rosnące w siłę Niemcy, które w trakcie kryzysu zadłużeniowego przebudowują unię monetarną, kierując się przede wszystkim własnymi interesami. W ramach tych interesów mieści się również chęć utrzymania wysokich stóp procentowych i walka w ten sposób z presją inflacyjną w Eurolandzie. Oliwy do ognia dolały jeszcze trudny charakter i skłonność do akademickiego mentorstwa (Weber przez lata był profesorem uniwersyteckim).

"To nieprawda, że Axel chce zawsze udowodnić swoją rację. On zawsze musi pokazać, że ma absolutną rację" - tak określił go kiedyś publicznie jeden z bliskich przyjaciół. Gdy w październiku ubiegłego roku EBC podjął kontrowersyjną decyzję o skupowaniu niechcianych przez rynki obligacji Grecji, Irlandii czy Hiszpanii, Weber złamał zwyczaj obowiązujący w gronie najważniejszych europejskich bankierów i publicznie odciął się od swoich kolegów.

Votum separatum rozwścieczyło prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, który zaczął sugerować, że może Tricheta powinien zastąpić ktoś inny. Nie chcąc ryzykować politycznego starcia, Angela Merkel zdecydowała się wycofać Webera z wyścigu. Kilka dni wcześniej Francja poparła pakt dla konkurencyjności opracowany przez Berlin.


Kto pojawi się w jego miejsce? Na razie nic nie wskazuje na to, by rezygnacja z Webera oznaczała, że Niemcy całkowicie odpuścili walkę o fotel szefa EBC. Zapasowym kandydatem Berlina mógłby być Klaus Regling, który jesienią stanął na czele Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej (EFSF), a więc powołanego ad hoc mechanizmu służącego do ratowania zagrożonych bankructwem państw strefy euro. 60-latek nie jest jednak postacią rozpoznawalną i nigdy nie kierował bankiem centralnym. Drugim Niemcem z szansami jest 62-letni Juergen Stark, który od pięciu lat pełni funkcję głównego ekonomisty EBC, ale podobnie jak Weber jest bezkompromisowym zwolennikiem walki z inflacją i budżetowej stabilności.

Z bankowców spoza strefy jest m.in. Włoch, szef banku centralnego Mario Draghi. 63-latek jest najlepszym fachowcem w gronie kandydatów (skończył MIT i Harvard, pracował zarówno w bankowym sektorze publicznym, jak i prywatnym). W oczach Niemców zbytnio się jednak kojarzy z dotychczasowym miękkim i dopuszczającym kontrolowaną inflację kursem Jeana-Claude’a Tricheta. Berlin nie chce też wysyłać swoim obywatelom sygnału, że w godzinie najcięższej próby polityka monetarna trafia w ręce przedstawiciela nieodpowiedzialnego ich zdaniem południa Europy.

Realnym kompromisem – coraz częściej opisywanym – są szefowie banków centralnych Luksemburga Yves Mersch czy Finlandii Erkki Likkanen. Obaj są przełknięcia zarówno dla Niemiec, jak i dla Francji czy Włoch. Problem polega na tym, że zarówno Luksemburg, jak i Finlandia, będąc relatywnie małymi krajami, mają już swoich przedstawicieli w ważnych miejscach unijnej instytucjonalnej układanki. Jean-Claude Juncker jest wpływowym przewodniczącym Eurogrupy, a Fin Olli Rehn komisarzem ds. polityki monetarnej.

Rozwiązanie tej łamigłówki nastąpi latem. Kadencja Tricheta kończy się bowiem 31 października i do tego czasu musimy poznać nazwisko nowego szefa EBC.