Grupa Lotos zwiększyła swoje moce produkcyjne z 6 do 10,5 mln ton ropy naftowej rocznie i teraz szuka sposobu, by znaleźć odbiorców. Wczoraj spółka zaprezentowała szczegóły strategii handlowej do 2015 roku.

"Chcemy utrzymać 30-proc. udział w hurtowym, dynamicznie rosnącym rynku paliw, zachować pozycję lidera na rynku asfaltów i olejów smarowych oraz zwiększyć udział w segmencie detalicznej sprzedaży paliw z 7 do 10 proc" - mówi Maciej Szozda, wiceprezes ds. handlu w gdańskim koncernie.

Przyznaje, że spółka skoncentruje się na intensywnym rozwoju sieci detalicznej. Dodatkowy 1 proc. w tym rynku GL zamierza zdobyć, poprawiając efektywność sieci i wprowadzając jednolite standardy. Na te działania spółka w tym roku chce wydać 9 mln zł. Pozostałe 2 proc. rynku Lotos zamierza przejąć, rozbudowując sieć zarówno dzięki stacjom własnym, jak i franczyzowym oraz odbierając klientów operatorom niezależnym.

"Po 2012 roku, kiedy wejdą w życie przepisy obligujące do modernizacji zbiorników na stacjach, z rynku może zniknąć nawet połowa z blisko 3 tys. niezależnych obiektów. Każdy z koncernów ma apetyt na tę część rynku" - twierdzi Maciej Szozda.

Jaki sposób ma Lotos na zdobycie klientów tankujących u operatorów niezależnych? – Ich stacje znajdują się głównie w małych miejscowościach. Obiektom premium ciężko będzie przejąć ten rynek. Dlatego zaatakujemy siecią ekonomiczną – zapowiada wiceprezes GL.

Spółka w tym roku zamierza uruchomić pierwsze placówki segmentu ekonomicznego, które będą działać pod nowym logo, powiązanym z Lotosem. Na razie koncern nie zdradza, ile takich obiektów powstanie. Generalnie w ciągu czterech lat liczba stacji GL może wzrosnąć z obecnych 314 do około 460. – W 2015 roku chcemy mieć od 100 do 150 nowych stacji, zarówno premium, jak i ekonomicznych – dowiedzieliśmy się w spółce.

Zwiększone moce produkcyjne gdańskiej rafinerii to również wyzwanie dla Lotosu z punktu widzenia zakontraktowania odpowiedniej ilości surowca. Koncern zamierza więc zaangażować się w trading, czyli międzynarodowy handel ropą. – Kontraktami terminowymi zabezpieczyliśmy niewiele ponad 60 proc. naszych potrzeb. Resztę zamierzamy zdobyć na rynku spotowym – tłumaczy Szozda.