Do produkcji wagonów szykuje się firma CNR Cargo Wagon, spółka joint venture PKP Cargo i China CNR Corporation. Niewykluczone, że produkcja wystartuje już w drugiej połowie 2011 r. W szczecińskiej wagonowni pracuje już sześciu chińskich inżynierów, którzy kreślą założenia techniczne montażu. Na tej podstawie do końca marca powstanie studium wykonalności projektu. Jeżeli produkcja ruszy, w ciągu pięciu lat PKP Cargo, które od lat prawie wcale nie kupowały taboru, zamówią w Szczecinie 2,5 tys. wagonów.

Izba Gospodarcza Transportu Lądowego (IGTL) skupiająca blisko sto firm z branży kolejowej alarmuje, że uruchomienie linii montażowej opartej na chińskich częściach uderzy w polskie zakłady. Wagony ze Szczecina mogą być nawet o 30 proc. tańsze od krajowych. Taka cena znokautuje krajową konkurencję.

"Nie obawiamy się rywalizacji z firmami niemieckimi czy włoskimi, bo działamy na równych prawach. Tego o chińskich przedsiębiorstwach wspieranych przez państwo powiedzieć nie można" - mówi Zbigniew Jakubas, właściciel ZNLE Gliwice, produkujących lokomotywy i wagony.

Wojciech Balczun, prezes PKP Cargo, broni decyzji o współpracy z Chińczykami. "Podejmując decyzje biznesowe kierujemy się interesem spółki. Właściciel oczekuje od nas oszczędności i zysków. Współpraca z azjatyckim partnerem ma na celu pozyskanie wagonów po cenach znacznie niższych niż obecnie oferowane na polskim rynku" - mówi nam szef PKP Cargo.

"Według naszych szacunków pracę może stracić nawet 3 tys. osób" - ostrzega Stanisław Kogut, senator RP i prezes IGTL. "To chory pomysł, zwłaszcza w kontekście niedawnego bankructwa giełdowej spółki ZNTK Łapy" - argumentuje.


Łapy upadły, bo PKP Cargo, największy zleceniodawca spółki, dla oszczędności zleca naprawy wagonów tylko firmom z grupy. Produkcja wagonów z Chińczykami też ma dać oszczędności. "To fatalna wiadomość dla branży" - przyznaje Stanisław Maszkiewski, dyrektor w ZNTK Oleśnica. Podwrocławska firma to jedno z ponad 20 przedsiębiorstw, które zarabiają na produkcji i naprawach wagonów towarowych. Nowy zakład może uderzyć również w największego gracza na tym rynku, Pesę Bydgoszcz.

Józef Marek Kowalczyk, przewodniczący Komitetu Infrastruktury Gospodarczej w Krajowej Izbie Gospodarczej, były prezes PKP Cargo, uważa, że pomysł współpracy PKP Cargo z Chińczykami jest kontrowersyjny. "Szczególnie w sytuacji, gdy spółki kolejowe ograniczają zaplecze techniczne" - zauważa.

W sobotę spółka, która jest największym polskim przewoźnikiem towarowym i drugim w Unii Europejskiej, rozpocznie drugi etap restrukturyzacji. Polega on na zmniejszeniu liczby zakładów zaplecza technicznego z 16 do 10. Dwa lata temu ich liczba zmniejszyła się z 42. To element ostrej restrukturyzacji, która postawiła firmę na nogi i pozwoli zakończyć ten rok z ponad 40 mln zł zysku. W porównaniu z blisko 500-milionową stratą w 2009 r. wynik jest imponujący.

Miejsc pracy na kolei nie bronią związki zawodowe. Leszek Miętek, przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych, bagatelizuje wpływ szczecińskiego zakładu na kondycję branży. Opowiada „DGP” o globalnej wiosce, w której interesy robi się z krajami z drugiego końca świata. Zapewnia, że działające w Polsce firmy nie upadną, a zatrudnieni nie stracą pracy. W końcu odmawia cytowania.

Powód takiej otwartości na zagranicznych inwestorów nie jest jasny. Pewne jest, że w ostatnich tygodniach chińscy partnerzy zaprosili przedstawicieli związków z PKP Cargo na wyjazd do Państwa Środka, podczas którego kolejarze mogli obejrzeć na własne oczy zakłady produkujące wagony. Kto był w składzie delegacji? Nie wiadomo. W biurze prasowym spółki powiedziano nam, że lista uczestników nie istnieje.