Ponieważ nie mieli do tego prawa, dziś ZUS ściga ich za milionowe zaległości. Przedsiębiorcy mają jednak poważny argument na obronę swoich racji. Twierdzą, że zostali wprowadzeni w błąd przez urzędników ZUS, którzy nie tylko doradzali im takie wyjście, ale nawet pomagali wypełniać druki.

Problem zwykle dotyczy małych, często jednoosobowych, firm. Niektórzy właściciele mają zapłacić ZUS po kilkadziesiąt tysięcy złotych (składki plus odsetki karne). Według szacunków Instytutu Allerhanda z Krakowa, niezależnego ośrodka studiów prawnych, który analizuje jakość polskiej legislacji, takich przypadków jest w całym kraju kilkadziesiąt tysięcy.

Czy przedsiębiorcy mają szansę na sukces pozwu zbiorowego? Dr Arkadiusz Radwan, prezes Instytutu Allerhanda, przyznaje, że roszczenia ZUS są zasadne, ale podkreśla, że przedsiębiorcy byli wprowadzani w błąd przez pracowników zakładu, więc mogą czuć się poszkodowani. Przedsiębiorcy przytaczają art. 417 kodeksu cywilnego: "Skarb Państwa ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez funkcjonariusza państwowego przy wykonywaniu powierzonej czynności". Takimi funkcjonariuszami są pracownicy ZUS - wskazują. Tyle, że to, iż konkretni urzędnicy wręcz doradzali jak zawieszać firmy, trzeba udowodnić - czytamy dziś w publikacji "Rzeczpospolitej".