Według związków zawodowych w strajku generalnym w Hiszpanii wzięło w środę udział ok. 70 proc. pracowników, czyli prawie 10 mln osób. Tymczasem rząd podkreśla, że w większości miast protest przeciw reformie rynku pracy nie powoduje większych utrudnień.

Strajk został zorganizowany przez dwa największe związku zawodowe Hiszpanii: Związkową Konfederację Komisji Robotniczych (CC.OO) oraz Powszechne Zrzeszenie Pracowników Hiszpanii (UGT).

"To sukces pod względem liczby uczestników i sukces demokracji" - podkreślił sekretarz generalny UGT Candido Mendez. "Celem strajku nie jest obalenie rządu, lecz zmiana jego polityki" - powiedział przewodniczący CC.OO Ignacio Fernandez Toxo. Syndykaty protestują przeciw przyjętej przez rząd reformie rynku pracy oraz możliwym zmianom w systemie emerytalnym.

UGT poinformowało, że w strajku uczestniczą m.in. wszyscy pracownicy sektora metalurgicznego oraz energetycznego. Według CC.OO, w pracy nie stawiła się większość pracowników nocnej zmiany największych fabryk samochodów. Z kolei minister pracy Celestino Corbacho zapewnił, że dzień przebiega "całkowicie normalnie". Podkreślił, że w 98 proc. przestrzegany jest minimalny zakres usług, wynegocjowany ze związkami zawodowymi.

Ustalono, że odbędzie się 25 proc. lotów między głównymi miastami Hiszpanii oraz będzie kursować 20 proc. szybkich pociągów. Ma też być zagwarantowanych 40 proc. lotów międzykontynentalnych. Jak pisze agencja EFE, do godz. 8 rano zrealizowano ponad 60 proc. zaplanowanych lotów.



Według źródeł rządowych w godzinach porannych w Madrycie zapewniono 83 proc. połączeń metra. Przed strajkiem władze regionalne w stolicy nakazały, by w godzinach szczytu było zapewnionych 50 proc. połączeń transportowych, a poza godzinami szczytu 20 proc.

Zdaniem ministra pracy w strajku udział bierze 7,4 proc. pracowników administracji centralnej, 12 proc. zatrudnionych w administracji lokalnej i 20 proc. pracowników transportu. Corbacho dodał, że w ciągu dnia zużycie energii było niższe o 17,6 proc. niż w pozostałych dniach. Jak pisze agencja AFP, wieczorem w całym kraju mają się odbyć setki manifestacji.

Hiszpania przeżywa głęboki kryzys gospodarczy przy 20-procentowym bezrobociu i nikłych szansach jego istotnego obniżenia w ciągu najbliższego roku.

Rządowe reformy mają na celu zachęcenie pracodawców do stosowania umów na czas nieokreślony i wprowadzają większe możliwości elastycznych godzin pracy. Zmniejszając odprawy, reformy zmniejszą również koszty zwalniania pracowników oraz ułatwią zrywanie umów "z powodów ekonomicznych". Nowe prawo utrudni też bezrobotnym odrzucanie ofert pracy lub szkoleń.

Związkom nie podobają się także plany podniesienia wieku emerytalnego z 65 do 67 lat i zmiany sposobu naliczania świadczeń, które mogą być niekorzystne dla większości przyszłych emerytów