To czarny scenariusz, ale realny. Po 20 października skończą się bowiem dostawy gazu realizowane według dotychczasowej umowy z Gazpromem. W efekcie – jak wynika z materiałów, do których dotarł „DGP” – już za półtora miesiąca Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo będzie musiało sięgnąć po zapasy. Na szczęście magazyny wypełnione są w 90 proc. Rezerwy wystarczą maksymalnie na kilkanaście tygodni. W grudniu paliwa zabraknie więc dla 20 największych odbiorców gazu w Polsce, w tym m.in. zakładów chemicznych z Polic, Puław, Tarnowa, Kędzierzyna, a także dla Orlenu, Anwilu, hut i producentów płytek ceramicznych.

Resort spraw zagranicznych liczy, że przed tym czarnym scenariuszem uratuje nas kontrakt z E.ON-em. Niemiecki koncern chce nam dostarczyć brakujące paliwo poprzez ukraińskie gazociągi.