We wtorek po posiedzeniu rządu premier Donald Tusk, pytany, czy rząd wprowadzi podatek bankowy zapowiedział, że rząd ma "bardzo ostrożną" propozycję, "do przeżycia" dla banków. Premier przyznał, że rząd prawdopodobnie wprowadzi ustawę wzorowaną na rozwiązaniach brytyjskich.

W Wielkiej Brytanii nowy rząd konserwatystów i liberalnych demokratów z początkiem czerwca nałożył na banki podatek, który ma przynieść 2 mld funtów rocznie. Jego wysokość zależy od wielkości zestawu rozliczeń finansowych (skali operacji), a nie zysków. Intencją rządu jest zniechęcenie banków do brania na siebie zbyt dużego ryzyka poprzez zbyt szybką ekspansję.

Według brytyjskiego ministra finansów George'a Osborne'a, banki nie będą sobie mogły zrekompensować tego podatku dzięki niższej stawce podatku korporacyjnego, która w najbliższych 4 latach obniży się do 24 proc. z 28 proc.

Poprzedni premier Gordon Brown był zwolennikiem nałożenia na banki podatku od transakcji walutowych, by zniechęcić je do spekulacji (tzw. podatek Tobina).


Z kolei niemiecki rząd pod koniec sierpnia przyjął projekt ustawy, która obciąży banki kosztami walki z kryzysem. Ustawa, która ma być uchwalona do końca roku, wprowadza podatek od banków, przeznaczony na fundusz ratunkowy dla sektora finansowego. Służyć ma on wspieraniu instytucji finansowych zagrożonych plajtą. Wpływy z nowego podatku miałyby opiewać na około 1,3 miliarda euro rocznie. Opłata będzie pobierana przede wszystkim od banków z siedzibą w Niemczech. Jego wysokość ma być uzależniona od znaczenia banku dla rynku oraz stopnia ryzyka, jakie podejmuje podczas transakcji.

Największa część kosztów utworzenia funduszu ratunkowego przypadnie na prywatne banki, jak Deutsche Bank czy Commerzbank, ale podatek obejmie także banki niemieckich landów i kasy oszczędnościowe. Państwo uzyska także nowe możliwości restrukturyzacji wielkich banków, które popadną w tarapaty finansowe.

W trakcie kryzysu w 2008 i 2009 roku koszty ratowania banków zagrożonych bankructwem ponosiło państwo. Niemiecki rząd przeznaczył na poręczenia kredytowe i bezpośrednie wsparcie dla banków pół biliona euro.

Włoski rząd, który wprowadza wielki program oszczędności, wyklucza możliwość dodatkowego opodatkowania banków, by poprawić stan publicznych finansów. 27 sierpnia, podczas zamkniętego spotkania z politykami centroprawicowej koalicji, minister finansów Włoch Giulio Tremonti miał powiedzieć - według relacji mediów - że nie ma mowy o dodatkowym opodatkowaniu banków, które i tak są "dręczone".

Opodatkowanie banków w celu załatania budżetu, byłoby - w opinii włoskich komentatorów - działaniem "samobójczym". Spowodowałoby bowiem podniesienie kosztów operacji bankowych i utrzymywania kont. Obrońcy praw konsumentów utrzymują, że koszy prowadzenia rachunku bankowego we Włoszech są najwyższe w Europie. Podstawowe opłaty przekraczają 100 euro rocznie.


Premier Tusk wyjaśnił we wtorek, że zapowiadane przez niego rozwiązanie nie będzie dotyczyło obrotu, nie będzie też opodatkowaniem transakcji. Zapewnił, że rząd zrobi wszystko, by nie zagrażało to kondycji banków, "nawet, jeśli będzie pewną dokuczliwością". Szef rządu zapowiedział, że w tej sprawie należy spodziewać się "bardzo powściągliwych propozycji", dających pewną korzyść z punktu widzenia budżetu państwa, rozwiązania bezpiecznego dla klientów banków i niezbyt dokuczliwego dla banków.

Rzeczniczka resortu finansów Magdalena Kobos powiedziała w środę PAP, że w resorcie trwają analizy w tym zakresie. Zaznaczyła, że prace te związane są także z toczącą się na szczeblu europejskim dyskusją nad wprowadzeniem dodatkowych opłat dla sektora bankowego. "Dotyczy ona m.in. celu opłat, ich charakteru, sposobu i podstawy ich wyliczania" - powiedziała.

Minister rolnictwa Marek Sawicki powiedział niedawno, że na czas kryzysu warto rozważyć możliwość wprowadzenia podatku bankowego. Jego zdaniem, pozyskane w ten sposób środki mogłyby wesprzeć budżet lub być rezerwą w przypadku kolejnych kryzysów finansowych.

PiS zaproponował wprowadzenie podatku, który płaciłyby banki, zamiast podwyżki stawki VAT z 22 na 23 proc. Według polityków PiS, dałoby to większe środki do budżetu i nie uderzałoby finansowo w społeczeństwo. Podobną propozycję sformułował także SLD. Lewica mówi o 0,3-proc. stawce podatku od sumy aktywów, zaś PiS o stawce w wysokości 0,45 proc.