W tym roku powtórzy się lawina upadłości z lat 2002 – 2004. Wtedy zbankrutowało ponad 6,5 tys. firm. Większość z nich to przedsiębiorstwa handlowe.

– Biznes nie wyciągnął wniosków z lekcji z lat poprzednich. Od początku 2010 roku 761 polskich przedsiębiorstw zostało postawionych w stan likwidacji i upadłości. Na koniec roku liczba ta będzie się kształtować w granicach dwóch tysięcy – mówi Tomasz Starzyk z Dun & Bradstreet.

Zatory w sklepach

W najgorszej sytuacji znalazła się branża spożywcza. Na koniec czerwca aż 15 911 firm zalegało z płatnościami wobec swoich kontrahentów. To o blisko 3 tysiące więcej w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Jednocześnie zwiększyła się ogólna kwota z tytułu przeterminowanych faktur. Dziś już wyraźnie przekracza 1 mld zł.

– Wśród producentów artykułów spożywczych na koniec II kwartału aż 64 proc. firm było w słabej kondycji finansowej. W porównaniu do pierwszego kwartału stanowi to wzrost o 5 proc. – mówi Tomasz Starzyk.

Problemy tej branży to efekt spadku siły nabywczej Polaków. Firmom zaczyna brakować pieniędzy na regulowanie bieżących zobowiązań.

– Najwięksi gracze ratują się, biorąc towary w coraz dłuższy tzw. kredyt kupiecki. Odbija się to na kondycji mniejszych podmiotów – zauważa Kamil Kliszcz, analityk DI BRE.

Dziś terminy płatności w tej branży dochodzą do nawet 90 dni. W roku 2009 było to średnio 30 dni.

Co gorsza, szansa na poprawę sytuacji jest nikła. Branżę spożywczą czekają chude lata z powodu planowanego podniesienie podatku VAT.

Z opóźnieniami w realizacji zobowiązań zmaga się także sektor kosmetyczny. W I półroczu 10 081 firm miało nieuregulowane płatności na kwotę ponad 564 mln zł. W porównaniu z analogicznym okresem 2009 roku oznacza to wzrost o ponad 60 mln zł.


Zapchane magazyny

Kryzys zbiera obfite żniwo także w branży RTV. Na niekorzyść tego sektora działa sezonowość sprzedaży. Zamówienia planowane są z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.

– Powstaje ryzyko, iż w momencie znacznych spadków sprzedaży wzrośnie zapas sprzętu w magazynach – mówi Tomasz Starzyk.

Popyt na telewizory w I kwartale był mniejszy o 16 proc. W II kwartale, w związku z powodziami, sytuacja się nie poprawiła. W rezultacie firmy zamrażają środki finansowe, zamiast nimi obracać.

Długi w obrocie

Nie wszędzie jest tak źle. W związku z liczbą rosnących zatorów płatniczych nadeszły złote czasy dla przedsiębiorstw windykacyjnych. Handel długami rośnie w błyskawicznym tempie. Ponieważ firmy nie chcą czekać na pieniądze, decydują się na odsprzedaż swoich wierzytelności. Co więcej, przedsiębiorcy szybciej niż w latach poprzednich tracą cierpliwość do spóźniających się płatników, bo obawiają się o swój dalszy byt. Zjawisko to potwierdza Grupa Kruk, która w I półroczu dokonała zakupu wierzytelności o wartości 456 mln zł.

– W 2010 roku portfele sprzedawanych należności mogą osiągnąć wartość ponad 7 mld zł. Szczyt sprzedaży nastąpi w latach 2011 – 2012, gdy banki będą intensywnie oczyszczały bilanse ze złych długów – uważa Piotr Krupa, prezes Kruka.

Wartość wierzytelności, które trafiły do sprzedaży w Polsce w 2009 roku, wyniosła 5,4 mld zł.