Premier Donald Tusk przyznał „DGP”, że Polska ma szansę na zmianę klasyfikacji polskiego długu przez Brukselę. To oddaliłoby groźbę przekroczenia 55-proc. progu ostrożnościowego i przybliżyło nas do strefy euro. Polska zyskałaby w Europie na wiarygodności, ale rząd – przy swej tak dużej niechęci do cięć – mógłby ulec pokusie dalszego szybkiego zadłużania.

Decyzje na finiszu

Jesteśmy przed rozstrzygnięciami. – To delikatna sprawa, są prowadzone takie rozmowy na forum Ecofinu (unijna rada ds. gospodarczych i finansowych – przyp. red.), ale finał najwcześniej w październiku – mówi Mikołaj Dowgielewicz, wiceminister spraw zagranicznych odpowiedzialny za sprawy europejskiej. Polska przygotowuje się do ostatecznej batalii. Z jej inicjatywy kilka dni temu do przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya trafił list od ministrów finansów 9 unijnych krajów. Chcą oni, by Unia nie karała państw, które ujawniają swój dług emerytalny, wliczając go do bieżących zobowiązań.

Zmiana klasyfikacji polskiego długu sprawiłaby, że wskaźniki naszego długu publicznego i deficytu sektora finansów publicznych spadną odpowiednio: o 15 proc. i 1,5 proc. PKB. To odsunęłoby niebezpieczeństwo przekroczenia poziomu długu publicznego od zapisanej w konstytucji bariery 60 proc. długu w relacji do PKB, a także progu ostrożnościowego wpisanego do ustawy o finansach publicznych. A ominięcie tej bariery jest głównym celem wieloletniego planu finansów państwa, który rząd przyjął w zeszłym tygodniu.


Pokusa do wydawania

W przypadku deficytu zmiana klasyfikacji sprawiłaby, że szybciej wypełnilibyśmy kryteria z Maastricht. Rozmowy toczą się w kontekście całego pakietu rozwiązań dla Unii Europejskiej, także tego, jak postępować z długiem emerytalnym. Polska postuluje, by ten dług ujawniać.

– Wówczas sytuacja naszych finansów publicznych wyglądałaby zupełnie inaczej na tle takich krajów, jak na przykład Francja, która przyszłych zobowiązań emerytalnych nie pokazuje – mówi „DGP” prof. Dariusz Filar, członek Rady Gospodarczej przy premierze.

Zmiana klasyfikacji długu jest ważna w kontekście sporu w rządzie o reformę OFE. Chodzi o propozycję Jolanty Fedak, by składki do funduszy emerytalnych zmniejszyć o 4 proc. Zdaniem przeciwników tego rozwiązania – którym przewodzi Michał Boni – zmiana sposobu wyliczania długu podważa sensowność pomysłu minister pracy.

Takie stanowisko Boni wyraził w pisemnej ocenie projektu ustawy o OFE przygotowanego przez resort pracy. Co więcej, stwierdził, że faktyczne rozstrzygnięcia w kwestii zmiany zasad liczenia długu wobec OFE już w Brukseli zapadły: „Zgodnie z informacją przedstawioną przez prezesa Rady Ministrów 20 lipca roboczą akceptację dla przyjęcia takiego rozwiązania także na forum Unii Europejskiej udało się już uzyskać w ramach Ecofin, wśród ministrów do spraw gospodarczych i finansów państw UE”. Rzecznik rządu, pytany o ten fragment, stwierdził, że obrady rządu nie są jawne i nie chciał się na ten temat wypowiadać. Natomiast premier skwitował krótko nasze pytanie o uniją zgodę na zmianę zasad liczenia długu. – Nie, ale sprawy idą w dobrą stronę.

Ewentualna zgoda Brukseli sprawi, że Polska będzie oceniana według tych samych kryteriów co inne kraje. To nie zwalnia nas z obowiązku reformy finansów publicznych. – Nie unikniemy kryzysu zaufania, gdybyśmy się za szybko zadłużali, i w związku z tym wzrostu rentowności naszych papierów skarbowyc. – mówi prof. Stanisław Gomułka.