– Jesteśmy za zmniejszeniem składki do OFE o te 60 proc, które jest inwestowane w obligacje – mówi „DGP” Ludwik Kotecki, wiceminister finansów.

Według niego ta część inwestycji OFE to nie system kapitałowy, bo finansuje bieżące wypłaty emerytur, tyle że zamiast długu ukrytego robi się on jawny. Według niego składaka do OFE powinna więc wynosić 3 proc. pensji.

Taka deklaracja oznacza, że maleją szanse, aby Komitet Stały Rady Ministrów, który zajmie się dzisiaj propozycją zmian w OFE przygotowaną przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zaakceptował, aby w 2011 roku do II filaru nie została wpłacona ani złotówka. Jak pisaliśmy wczoraj dałoby to przyszłorocznemu budżetowi 23 mld zł, a taką zmianę niespodziewanie zaproponował resort pracy w ostatecznej wersji założeń do nowelizacji ustawy o emeryturach kapitałowych. Ministerstwo Finansów nie ma jednak nic przeciwko temu, aby składka do OFE zmalała z 7,3 proc. do 3 proc. To przyniesie rocznie budżetowi ok. 13 mld zł.

Przeciw tym i innym zawartym w projekcie resortu pracy propozycjom zdecydowanie protestuje Michał Boni, minister w Kancelarii Premiera.
– Trudno oprzeć się wrażeniu, że intencją przedstawionego projektu jest całkowita, choć stopniowa likwidacja kapitałowej części systemu emerytalnego – taką opinię na dzisiejsze posiedzeniu komitetu przedstawia Michał Boni.


Dodaje, że fundamentalnym pytaniem, na które powinien odpowiedzieć dzisiaj rząd, akceptując lub odrzucając propozycje resortu pracy, jest to, czy chce też zlikwidować reformę emerytalną.

– Wszystkie argumenty resortu pracy, m.in. o tym, że OFE powodują narastanie długu publicznego, mają charakter demagogiczny, bazują na fałszywych przesłankach lub abstrahują od możliwości znalezienia lepszych rozwiązań dla wskazywanych problemów – czytamy w stanowisku Boniego.

Uważa, że wprowadzenie w życie tych zmian doprowadzi m.in. do zmniejszenia bezpieczeństwa systemu emerytalnego czy obniżenia emerytur – ubezpieczeni oszczędzając wyłącznie w ZUS, nie będą zyskiwać na inwestycjach na rynku kapitałowym. Zaleca więc odrzucenie propozycji resort pracy w całości. Proponuje zamiast tego:
• wprowadzenie wielofunduszowości, tj. wyodrębnienia w ramach OFE funduszu o różnych strategiach inwestycyjnych – osoby młodsze mają oszczędzać w funduszach dynamicznych (głównie lokujących w akcje), a starsze, na 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego, w stabilizacyjnym (obligacje),
• wprowadzenie tzw. zewnętrznego benchmarku opartego na indeksach akcji i obligacji (dla każdego subfunduszu osobno) – czyli zyski OFE miałby być porównywane z tym, jak rosną ceny akcji czy jak radzą sobie fundusze inwestujące w obligacje,
• poluzowanie limitów inwestycyjnych, aby OFE mogły swobodniej inwestować w różne papiery wartościowe – teraz np. nie mogą mieć więcej niż 40 proc. swoich aktywów w akacjach,
• wprowadzenie nagród i ostrzejszych kar za osiągane zyski, jakie zarządzający OFE wypracowują dla emerytów.

Tak skrajnie odmienne stanowiska dotyczące projektu MPiPS, który popiera MF, oznaczają, że decyzję w tej spawie będzie musiał podjąć premier. Może ona nie zapaść na dzisiejszym komitecie, ale dopiero na Radzie Ministrów.