Co prawda, ze względu na fatalną pogodę należy oczekiwać, że część produktów spożywczych zdrożeje jeszcze w tym roku, ale zmiany stawek VAT nie powinny być dodatkowym impulsem do wzrostu cen.

– Dzięki zmianom VAT ceny żywności w przyszłym średnio mogą spaść o 0,9 pkt proc. – mówi Ludwik Kotecki, wiceminister finansów. Resort opiera swoje wyliczenia na prostej symulacji: prawie połowa wydatków na żywność dotyczy tych produktów, na które stawka zostanie obniżona z 7 do 5 proc.

W spadek cen żywności wierzą też niektórzy jej producenci. Mariusz Goszczyński, właściciel sieci warszawskich piekarni, ocenia, że na ceny pieczywa może wpłynąć tylko wzrost surowców. Nowe stawki VAT będą miały marginalne znaczenie.

W przypadku części produktów można nawet spodziewać się spadku cen. Pod warunkiem że producenci i właściciele sklepów nie zatrzymają w swoich kieszeniach wpływów z niższej stawki VAT. Może to dotyczyć takich towarów jak chleb, kiełbasa, wędliny, nabiał.

Nie będzie to proste, bo jednocześnie rośnie podstawowa stawka tego podatku, która spowoduje wzrost cen paliwa, energii elektrycznej oraz usług. To może skłonić niektórych właścicieli sklepów do wykorzystania zmian w VAT, by zwiększyć swoje prowizje. – I dlatego obniżka stawki podatku na produkty przetworzone może nie przełożyć się na spadek cen – ocenia Michał Jerzak, ekspert Warszawskiej Giełdy Towarowej.

Jeśli żywność nie zdrożeje po podwyżce VAT, rząd rzeczywiście kupi sobie nieco czasu. Ryzyko wybuchu niezadowolenia społecznego będzie wówczas znikome. I Ministerstwo Finansów będzie mogło szukać dodatkowych dochodów, tak jak sobie zaplanowało. Już wiadomo, że nie zamierza wrócić do waloryzacji progu dochodów w podatku PIT. To może mu dać kilkaset milionów złotych rocznie. Praktycznie przesądzony jest też wzrost akcyzy na wyroby tytoniowe o 4 proc. To zapewni 220 mln zł. Ministerstwo Finansów chce też nałożyć kaganiec na elastyczne wydatki budżetu. Efekt? Około 2,8 mld zł w przyszłym roku. Największe wpływy ma jednak przynieść planowana podwyżka VAT – około 5 – 6 mld zł.

Dzięki tym zabiegom jest szansa, że przyszłoroczne dochody wyniosą około 268 mld zł, tak jak zakłada rząd. Wtedy, przy zastosowaniu reguły wydatkowej, deficyt może wynieść około 45 mld zł.

Rynek już to kupił. Rentowności obligacji wczoraj spadły – średnio o 3 – 4 pkt bazowe. Co więcej, resort finansów bez problemu przeprowadził wczoraj jeden z największych w historii przetargów obligacji. Udało się sprzedać papiery za 7,2 mld zł. Inwestorzy chcieli kupić obligacje warte około 12,5 mld zł.