Czwartek przyniósł wzrost globalnej awersji do ryzyka, co odbiło się notowaniach walut wysokooprocentowanych, a także części emerging-markets, w tym także na złotym. Nasza waluta „oberwała” dodatkowo przez niezbyt przemyślaną wypowiedź ministra finansów, który przyznał, iż wygrana kandydata PIS w wyborach prezydenckich będzie oznaczać groźbę destabilizacji finansów państwa - pisze Marek Rogalski – analityk DM BOŚ (BOSSA FX)

Co ciekawe zupełnie zignorowane zostały dobre dane GUS na temat dynamiki sprzedaży detalicznej w maju. Dzisiaj rano złoty pozostaje słaby, a znaczenie poziomu 4,10 zł za euro jest coraz większe. Czy to oznacza, że w kolejnych dniach nasza waluta będzie nadal tracić? O ile taki scenariusz na lipiec jest dość prawdopodobny, o tyle scenariusz na najbliższe dni nie jest łatwy do przewidzenia.

Warto przez chwilę zastanowić się nad zachowaniem notowań EUR/USD. Mimo powrotu obaw o Grecję i pozostałe kraje południa Europy, a także „tlące” się od początku tygodnia ryzyka dla sektora bankowego po obniżce ratingu dla BNP Paribas i negatywnych informacji o wyższych rezerwach Credit Agricole z tytułu złych długów w Grecji, notowania euro zachowują się nadzwyczaj dobrze. Wzrost globalnego ryzyka nie doprowadził do trwałego przebicia poziomu 1,23 na EUR/USD.

Skąd ten wzrost zaufania do euro? Nie można wykluczyć, że jest przypadkowy, ale i też może być to wynik wzrostu zaufania rynków finansowych do działań podejmowanych przez część europejskich rządów, w kwestii planowanych programów oszczędnościowych. Podobnie mocniejszy był w ostatnich dniach brytyjski funt, co było wynikiem dobrego przyjęcia propozycji premiera Davida Camerona. Cięcia wydatków budżetu, mimo, że grożą wyhamowaniem tempa wzrostu gospodarczego i być może dłuższą stagnacją, zaczynają być lepiej odbierane, niż dalsze stymulowanie gospodarki różnymi rządowymi pakietami.

Nie wykluczone, że wniosek do takiej konkluzji mógł nasunąć się po publikacji fatalnych danych o sprzedaży domów w USA, gdzie właśnie zakończyły się preferencyjne programy podatkowe. W tej kwestii dość ciekawie zapowiada się weekendowe spotkanie państw grupy G-20. Przedstawiciele amerykańskiego rządu zdają się nadal nalegać, aby większość świata wciąż stymulowała swoje gospodarki i wyrażają obawy, iż nadmierne cięcia wydatków mogą doprowadzić do stagnacji. Może się, zatem okazać, że szczyt G20 nie wniesie tak naprawdę wiele poza zgodą na większą regulację rynków finansowych i podatków dla sektora bankowego. W kluczowych kwestiach dla gospodarek zgody nie będzie, co raczej nie zmniejszy rosnącej niepewności na rynkach finansowych.

EUR/PLN: Po wczorajszym mocnym osłabieniu złotego, dzisiaj dość prawdopodobna jest stabilizacja w strefie 4,10-4,12. Wyraźne naruszenie któregoś z tych poziomów, spowoduje ruch w stronę 4,08 lub 4,14. Teoretycznie nieco większe prawdopodobieństwo jest dla pierwszego ze scenariuszy.

USD/PLN: Wczorajsza zwyżka dolara była nieco ograniczana przez zachowanie EUR/USD. Dzisiaj rano notowania wróciły poniżej 3,35, który to poziom nadal pozostaje oporem. Silne wsparcie to rejon 3,32 i dalej 3,30. Nie można wykluczyć, że ten drugi poziom zostanie w najbliższym czasie przetestowany.

EUR/USD: Silne wsparcie to rejon 1,23, a rynek zdaje się budować platformę do zwyżki w okolice 1,24-1,2450,a nie do spadków (przynajmniej jeszcze nie teraz). Ujęcie 4-godzinowe potwierdza scenariusz zwyżki.

GBP/USD: Notowania funta zaczynają słabnąć, co sugeruje, iż rejon 1,50 rzeczywiście staje się maksimum na nieco dłużej i mógł zakończyć falę zwyżkową wyprowadzoną z okolic 1,4230. Nadal jednak bardzo dobrze zachowuje się dzienny MACD. Stąd też o bardziej pesymistycznych scenariuszach będzie można mówić dopiero jak zostanie złamany poziom 1,4850. Tyle, że to nie stanie się raczej dzisiaj.