"(Prezes Gazpromu Aleksiej) Miller podczas rozmowy telefonicznej poinformował prezydenta (Rosji Dmitrija Miedwiediewa), że strona białoruska całkowicie zapłaciła za dostawy gazu zgodnie z kontraktem i Gazprom podjął decyzję o wznowieniu dostaw gazu na Białoruś w pełnym wymiarze" - powiedziała Timakowa.

Białoruska spółka energetyczna Biełtransgaz potwierdziła natomiast, że Gazprom uregulował dług za tranzyt gazu przez jej terytorium. Jak wcześniej powiedział rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprijanow, koncern zapłacił Białorusi 228 mln dolarów, według stawki 1,45 USD za przesył 1000 metrów sześciennych gazu na dystansie 100 km.

Wicepremier Białorusi Uładzimir Siemaszko podkreślił jednak, że jego kraj do tej pory nie dostał oficjalnego powiadomienia o przelaniu długu. "Dostaliśmy informacje z mediów i będziemy czekać jeszcze dwie godziny - do godz. 13 (godz. 12 czasu polskiego). Jeśli nie będzie oficjalnego komunikatu, zaczniemy ograniczać tranzyt rosyjskiego gazu" - powiedział.

Białoruski wicepremier podkreślił, że według obliczeń strony białoruskiej Gazprom powinien zapłacić za tranzyt 260 mln dolarów. Oznaczałoby to, że Rosja wpłaciła 87 proc. należnej kwoty.

Wcześniej Siemaszko ostrzegał, że tranzyt zostanie wstrzymany, jeśli Gazprom nie spłaci długu do godz. 10 (godz. 9 czasu polskiego). Gaz z Rosji płynie przez terytorium Białorusi dwoma magistralami - rurami Biełtransgazu (15 mld metrów sześciennych paliwa rocznie) i gazociągiem Jamał-Europa (31,5 mld metrów sześciennych). Do Gazpromu należy 50 proc. akcji Biełtransgazu. Rosyjski koncern jest natomiast wyłącznym właścicielem gazociągu jamalskiego - za wyjątkiem ziemi pod nim, którą wydzierżawił na 100 lat.

Do listopada 2009 roku Gazprom płacił - w zależności od magistrali - 1,45 i 0,43 USD za przesył 1000 metrów sześciennych gazu na odległość 100 km. Mińsk podniósł wówczas stawkę tranzytową dla magistrali Biełtransgazu do 1,88 dolara. Rosyjski koncern nie zaakceptował podwyżki i nadal próbuje płacić 1,45 USD. Strona rosyjska twierdzi, że taka opłata powinna obowiązywać do 2011 roku.

Gazprom utrzymuje też, że zgodnie z kontraktem ze stroną białoruską podwyższenie opłat za tranzyt możliwe jest tylko przy jednoczesnym podniesieniu hurtowej ceny gazu na rynku wewnętrznym Białorusi. Władze w Mińsku podwyżki takiej na razie nie planują. Choć spór ten trwa już od ośmiu miesięcy żadna ze stron dotąd nawet słowem się o nim publicznie nie zająknęła.

W środę rano Gazprom ograniczył dostawy gazu na Białoruś o 60 proc. w stosunku do normalnego przepływu. Wcześniej ograniczył dostawy w poniedziałek o 15 proc., a we wtorek o kolejne 15 proc.Wieczorem w środę Marlene Holzner, rzeczniczka komisarza UE ds. energii Guenthera Oettingera, podała, że w związku z rosyjsko-białoruskim konfliktem dostawy rosyjskiego gazu na Litwę, tranzytem przez Białoruś, spadły o 50 proc.

Gaz-System i PGNiG poinformowały natomiast, że po południu w środę nastąpiły spadki ciśnienia w punkcie zdawczo-odbiorczym gazu Wysokoje na granicy polsko-białoruskiej, ale po godz. 17 ciśnienie wróciło do normy.

Premier Putin wyraził w czwartek ubolewanie, że rosyjsko-białoruski konflikt zaszedł tak daleko. "Mamy nadzieję, ze nic podobnego nie powtórzy się w przyszłości" - powiedział."Jednocześnie zwracam uwagę, że białoruscy partnerzy otrzymują rosyjski gaz po najniższych cenach - żaden klient nie ma niższych cen - zaznaczył Putin. - Nawet po obniżce cen dla Ukrainy o 100 dolarów ukraiński konsument otrzymuje dziś gaz po 234 dolary (za 1000 metrów sześciennych), a białoruski po 184, różnica wynosi więc 50 dolarów" - powiedział szef rosyjskiego rządu.