A jeszcze kilka miesięcy temu obiecywano, że urzędy skarbowe będą niemal w każdej wsi. Wszystko po to, by poznać podatników, ułatwić im życie i skuteczniej ich kontrolować. Bo kiedy pod lupą ma się mniej osób, łatwiej wykryć oszustwo.

Ale te obietnice pozostaną tylko obietnicami, bo fiskus zmienił zdanie. I zamiast otwierać nowe siedziby, będzie je zamykał. Jak pisze "Gazeta Prawna", wiceminister finansów Marian Banaś zapowiedział właśnie cięcia kadrowe w urzędach skarbowych. Nie będą one jednak polegać na likwidacji niepotrzebnych etatów, ale na zamykaniu całych siedzib. Małe placówki mają zniknąć z krajobrazu, a mieszkańców niewielkich miejscowości obsługiwać będą te w dużych miastach, często oddalone o nawet kilkadziesiąt kilometrów.

Efekt? Jeśli mieszkasz w małym mieście, będziesz wstawać o świcie, by zdążyć załatwić sprawy podatkowe. Nie wystarczy zwolnić się na kilka godzin z pracy - potrzebny będzie wolny dzień. I co gorsza, czekać Cię mogą potężne kolejki, jeszcze większe niż teraz.