Nie mamy sobie równych w całej Unii, a niewielu dogania nas na świecie. Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy Ernst&Young "Atrakcyjność Inwestycyjna Europy 2007", jesteśmy najbardziej popularnym krajem w Unii, a drugim na świecie, zaraz po Chinach. To znaczy, że nie ma firmy, która by nas nie znała.

Ale to jeszcze nie musi to być powód do chwalenia, bo można o kimś wiedzieć, ale wcale nie mieć ochoty na bliższą znajomość. Ale i tu Polska jest w czołówce. Znaleźliśmy się na piątym miejscu wśród najbardziej atrakcyjnych dla zagranicznych inwestorów krajów na świecie. Wyprzedzają nas USA, Chiny, Wielka Brytania i Niemcy.

To oznacza, że wielcy przedsiębiorcy chcą budować u nas kolejne fabryki, zatrudniać nas do pracy. I tu już cieszyć się przeciętny Polak nie bardzo ma z czego. Gospodarka zyska, bo zmaleje bezrobocie, a więc mniej zasiłków będzie do wypłacania, a z pensji zatrudnianych popłyną podatki do budżetu, ale nie zarobimy na tym wiele.

Bo inwestorzy kochają nas przede wszystkim za to, że płace cały czas mamy dość mizerne. Opłaca się więc nas zatrudniać, zwłaszcza że uważani jesteśmy za dobrych pracowników. Gdyby takich samych mieli szukać w np. we Francji, Norwegii, Holandii czy Wielkiej Brytanii, musieliby zapłacić im nawet trzy razy więcej.