Komisja Europejska rozpoczyna dziś postępowanie przeciwko Polsce. Brukselscy urzędnicy twierdzą, że "złote weto" jest niezgodne z unijnym prawem. Mówią, że udziałowcy w firmach - zarówno prywatni, jak i państwowi - mają w Europie równe prawa. Dowodzą, że nie może być takiej sytuacji, w której państwowy udziałowiec - choć ma tyle samo akcji, co prywatny - ma w firmie więcej do powiedzenia.

A tego właśnie chcą polskie władze, które przyjęły ustawę o szczególnych uprawnieniach Skarbu Państwa. Według tej ustawy, państwo ma w spółkach energetycznych tzw. złotą akcję. Ma ona większą "siłę" podczas głosowań akcjonariuszy niż zwykła akcja, której właścicielem jest prywaciarz. Dzięki temu władze mogą np. blokować decyzje o sprzedawaniu firm zagranicznym inwestorom.

Trudno powiedzieć, jak skończy się awantura. Komisja Europejska wygrała już w podobnych sporach z rządami Francji, Hiszpanii i Portugalii. Kierowała skargę na te rządy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, a ten trzymał stronę prywaciarzy. Tylko raz komisja przegrała. Chodziło o spór z rządem Belgii, który chciał mieć wpływ na częściowo prywatną spółkę gazową. Być może podobnie będzie w przypadku Polski.