"Nazwałem mój nowotwór Rupert" - wyznał w trzy tygodnie przed śmiercią brytyjski dramaturg Dennis Potter. "Zrobiłem to na cześć tego sukinsyna Murdocha, którego po prostu bym zastrzelił, gdybym nie miał jeszcze tyle do napisania. Nikt bowiem nie zepsuł prasy bardziej niż on."

To przedśmiertne wyznanie wygłoszone przez dramatopisarza w wywiadzie dla brytyjskiej telewizji w 1994 r. ciągnie się za największym na ziemi magnatem prasowym do dziś. W ciągu pół wieku podbojów na rynku światowej prasy Rupert Murdoch mało kogo pozostawił obojętnym. Dla jednych jest geniuszem i wizjonerem, dla innych - bezwzględnym i chciwym kapitalistą, którego należałoby przywołać do porządku biczem cenzury i przepisów antymonopolowych.

Już niedługo podobne emocje mogą wybuchnąć nad Wisłą, bo koncern Murdocha - News Corp - szykuje się do ofensywy w Polsce. Czołowego uderzenia ma dokonać odkupiona od zakonu franciszkanów TV Puls, do tej pory niszowa stacja telewizyjna, która według ekspertów już niedługo podejmie równą walkę z Polsatem i TVN. Zasilona pomysłami i funduszami przez imperium przynoszące 25 mld dol. przychodu rocznie TV Puls może krajowych nadawców przyprawić o ból głowy.

Magnat chce przeskoczyć polityków
Mieszkaniec najdroższego apartamentu na Manhattanie, wartego 44 mln dol. zaczynał od długów, które w 1952 r. zostawił po sobie jego zmarły ojciec, Keith Murdoch, wydawca prasy z Melbourne. Powróciwszy na antypody prosto z Oxfordu, Murdoch z energią zabrał się do odbudowy jego dzieła i stworzenia fundamentów własnego imperium pod kierunkiem Rohana Rivetta wyznaczonego przez ojca na mentora.

Już w 1956 r. spadkobierca dowiódł, że ma nosa do nowych mediów: kiedy na temat świetlanej przyszłości telewizji dopiero spekulowano, on zaczął wydawać pierwszy w Australii magazyn telewizyjny, który szybko zaczął przynosić spore zyski.

Pierwsza lekcję bezwzględności Murdoch pobrał dzięki aborygeńskiemu bokserowi Rupertowi Stuartowi, którego w 1959 r. oskarżono o gwałt i morderstwo dziewięcioletniej dziewczynki. Z woli Murdocha kierowana przez Rivetta gazeta "News" wzięła mężczyznę w obronę i dzięki krzykliwym publikacjom wybawiła go od kary śmierci.

Po powtórnym zbadaniu sprawy okazało się jednak, że Stuart był naprawdę winien i na podstawie archaicznego brytyjskiego prawa oskarżono "News" o bunt, wytaczając gazecie, jej właścicielowi oraz redaktorowi naczelnemu łącznie dziewięć procesów. Murdoch uratował jednak skórę. W obliczu niechybnego bankructwa spowodowanego koniecznością poniesienia olbrzymich kosztów sądowych doszedł do cichego porozumienia z ówczesnym premierem Australii Thomasem Playfordem. Procesy umorzono w zamian za dymisję Rohana Rivetta. Wyniku tych targów młody wydawca nie odważył się osobiście obwieścić przyjacielowi. Wysłał mu list.

Zdaniem biografów, był to punkt zwrotny w karierze Murdocha, który pozazdrościł wówczas politykom władzy i postanowił ją zdobyć dla siebie - dzięki mediom. M.in. w tym celu w 1964 r. założył jedyny dotąd w Australii ogólnokrajowy dziennik "The Australian", do którego przez niemal 30 lat dokładał zyski z brukowców stanowiących podstawę jego interesów na świecie.

Zawsze po zwycięskiej stronie
Kiedy w 1968 r. w Europie i Ameryce dokonywała się pokoleniowa rewolta, Murdoch wykonał pierwszy krok ku globalizacji światowych mediów. Zostawiając interesy w Australii, wykupił największy wówczas anglojęzyczny dziennik na świecie – „News of the World”. Rok później przejął tabloid "Sun", a niedługo potem "Timesa". Schlebiające niskim gustom, obliczone na zysk agresywne dziennikarstwo uprawiane w gazetach Murdocha było szokiem dla brytyjskich intelektualistów, zwłaszcza lewicowych, takich jak Dennis Potter.

To właśnie pod rządami Murdocha "Sun" jako pierwszy tabloid na świecie zaczął w 1970 r. regularnie publikować zdjęcia panienek z gołym biustem - dziś żelazny punkt każdego szanującego się brukowca.

"Gotcha!" ("Dostał!") - krzyczał kontrowersyjny tytuł na pierwszej stronie "Sun" po zatopieniu argentyńskiego krążownika w wojnie o Falklandy.

Laburzyści mieli za złe Murdochowi poparcie, jakiego udzialił Margaret Thatcher. W 1986 r. stanął z nią w jednym szeregu, rozprawiając się w ciągu miesiąca z wpływowym związkiem zawodowym drukarzy. Decyzję o wyrzucenie 6 tys. ludzi na bruk mocno wówczas skrytykowano, niemniej to właśnie dzięki niej Murdoch wprowadził do prasy nowoczesne technologie, m.in. skład komputerowy.

Jako zdeklarowany konserwatysta Murdoch poparł na początku lat 90. nieudanego sukcesora Żelaznej Damy Johna Majora, ale jeszcze przed końcem jego kadencji zaczął się dogadywać z laburzystami, co sprowadziło na niego kolejną falę oskarżeń o to, że w pogoni za pieniądzem i wypływami gubi ideały.

W zeszłym roku "Independent" ujawnił, że Murdoch przygotował w swym koncernie News Corp. synekurę dla ustępującego niebawem Tony’ego Blaira. Byłby to zresztą nie pierwszy polityczny klejnot w jego kolekcji, bo pod swe skrzydła ściągnął już byłego prawicowego premiera Hiszpanii José Marię Aznara.

Jutro nie umiera nigdy
Podobne zarzuty padają wobec Australijczyka tam, gdzie ma obecnie największe interesy - w USA. W latach 80. zgodnie ze swoimi konserwatywnymi przekonaniami wspierał on Ronalda Raegana, a w 2003 r. niemal 200 jego gazet na całym świecie argumentowało na rzecz wojny w Iraku. Murdoch wszedł w sojusz z neokonserwatystami - plotkowano.

Wielu widziało w tym spełnienie proroctwa z 18. części przygód Jamesa Bonda "Jutro nie umiera nigdy". Szwarccharakter w tym filmie to medialny magnat – wzorowany na postaciach Ruperta Murdocha i Billa Gatesa -który chce wywołać wojnę między Wielką Brytanią i Chinami tylko po to, by jego firmy mogły zarobić krocie na jej relacjonowaniu.

Z godną tej karykatury przewrotnością Murdoch - od 1986 r. obywatel USA - dał ostatnio sygnał, że w najbliższych wyborach będzie wspierał kampanię prezydencką Hillary Clinton. Zdaniem amerykańskich politolgów wsparcie magnata byłoby potężną bronią w arsenale byłej Pierwszej Damy, bo należąca do niego telewizja Fox już od 2002 r. ma w USA dużo większą oglądalność niż CNN.

Wspomniane w "Jutro nie umiera nigdy" Chiny w odniesieniu Murdocha pojawiają się nieprzypadkowo, bo o podbiciu miliardowego rynku marzy on już od początku lat 90., kiedy ekspansję w Państwie Środka zaczynali najodważniejsi amerykańscy przedsiębiorcy.

Murdoch już w 1993 r. stworzył sobie przyczółek do ekspansji, kupując telewizję Star w Hongkongu, który cztery lata później miał wrócić do macierzy.

Przy tej okazji magnat wymienił sobie żonę. Na miejsce Estonki Anny Torv, z którą przeżył 32 lata, poślubił Wendi Deng - trzy dekady od siebie młodszą chińską dziennikarkę i menedżerkę hongkońskiego oddziału swej firmy. Choć z pewnością dzięki niej zrozumiał lepiej dalekowschodnią mentalność, to uwodzenie komunistów w Pekinie - w którym swego czasu szedł na wyścigi z szefem Time Warner, właścicielem m.in. CNN - słabo mu wyszło.

Chińska wierchuszka, która w latach 90. dawała sygnały, że jest gotowa wpuścić nieco rynkowego powietrza do branży telewizyjnej, ostatecznie postanowiła strzec rządu dusz. Nowy prezydent Hu Jintao jeszcze zaostrzył ten kurs.
W efekcie Murdoch razem z Google i Microsoftem ostrzy sobie zęby na szybko rosnący chiński internet - cenzurowany, ale pozostający pod władzą prywatnego kapitału. Idąc w ślady konkurentów, zgodził się nawet, by otwarta pod koniec kwietnia chińska wersja wykupionego News Corp., gigantycznego - 106 mln użytkowników - serwisu społecznościowego MySpace.com poddała się miejscowej cenzurze.

Szef MySpace.com, podkupiony z chińskiego oddziału Microsoftu Luo Chuan, deklarował niedawno, że firma Billa Gatesa i Google nie doceniły Chin, co miałoby znaczyć, że Murdoch docenia ich potencjał. Ale nie może być inaczej, skoro pierwsze skrzypce w chińskim "MySpace" gra Wendi Murdoch, która po urodzeniu magnatowi dwójki nowych sukcesorów wróciła do życia zawodowego.

Demoludy zamiast Chin
Zdaniem analityków to właśnie niespełnione ambicje na chińskim rynku telewizyjnym popychają Murdocha do szukania nowych kierunków ekspansji także w Europie Środkowej.

Według anegdot szef News Corp. lubi osobiście kontrolować swoje gazety i stacje telewizyjne, dlatego do tej pory trzymał się rynków anglojęzycznych. Niemniej, dalsza ekspansja sprowadza nań kolejne oskarżenia o budowanie monopolu, tak jak choćby ostatnio próba wykupienia "Wall Street Journal", którego dziennikarze zbuntowali się przeciw temu przejęciu.

Nic zatem dziwnego, że News Corp. szuka atrakcyjnych rynków poza anglojęzycznym obszarem językowym. Postkomunistyczne kraje, jak Polska, Bułgaria, Rumunia, Serbia i Gruzja, gdzie firma już zainwestowała, to dla News Corp. świetny poligon przed ewentualnym podbojem Rosji i Chin.

Na przeszkodzie tej ekspansji Rupertowi Murdochowi stoją już tylko wiek i zdrowie. Medialny władca ma już 76 lat i kłopoty z prostatą. Ale do przejęcia schedy szykuje się sześcioro dzieci, w tym dwaj synowie szkoleni na następców tak jak ich ojciec przez Murdocha seniora.