Stało się to, co przewidywał dziennik.pl. Dwudniowe rozmowy Bruksela - Moskwa, które odbywały się na Kremlu, nie przyniosły żadnych konkretów. Eksperci Rosji i Unii mieli rozmawiać o fałszerstwach w handlu mięsem, a także zniesieniu embarga dla Polski. Ale po spotkaniu nie są nawet w stanie uzgodnić wersji, o czym debatowali tyle czasu.

Rosja po spotkaniu informuje zupełnie o czym innym niż Komisja Europejska, której przedstawiciel też w nim uczestniczył. I tak Rossielchoznadzor, czyli służby weterynaryjne Rosji, twierdzą, że ustalono, iż zostaną skontrolowane niektóre masarnie w wybranych krajach Unii, m.in. Polsce, Irlandii i Wielkiej Brytanii. By Moskwa miała pewność, że nikt nie produkuje tam złego mięsa, które potem sprzedawane jest na Wschód.

Problem jednak w tym, że Unia o takich uzgodnieniach nic nie wie. I stanowczo mówi kontrolom: "nie". Bo nie będzie nikt jej wmawiał, że rozmawiano o czymś, co - jak twierdzą przedstawiciele Brukseli - w ogóle nie było tematem rozmów.

Wychodzi na to, że po dwudniowych rozmowach jest jeszcze gorzej niż przed nimi. Bo eksperci spotkali się w zgodzie, ale po szczycie skłócili. Jedna strona drugiej zarzuca kłamstwo, a Polska jak nie mogła handlować z Rosją mięsem, tak nadal nie może.