Głównym tematem spotkania jest przeciwdziałanie oszustwom w handlu mięsem. Rosja od dawna zarzuca wielu europejskim krajom, że fałszują dokumenty, by sprzedawać na Wschód mięso podłej jakości. Co jakiś czas grozi, że zakaże importu szynek i kiełbas. Najgorzej mamy my, bo z takim embargiem borykamy się już półtora roku.

I właśnie ta sprawa ma być jednym z tematów rozmów w Moskwie. Nic jednak nie wskazuje na to, by przyniosły one jakiś zwrot w sprawie. Bo na nich, jak powiedział przed rozmowami szef rosyjskich służb fitosanitarnych Siergiej Dankwert, Rosja chce pokazać Unii nieprawidłowości. To oznacza, że Unia będzie potem musiała się do nich oficjalnie ustosunkować, pewnie sporządzić jakiś raport. Rosja pewnie go odrzuci. I znów przez wiele miesięcy nic się nie zmieni.

Rosja upiera się przy zakazie importu polskiego mięsa od listopada 2005 roku. I choć tak naprawdę nie ma żadnych dowodów na to, że chcemy truć jej obywateli, wciąż nie chce znieść zakazu.

Nie przekonały jej wyniki kontroli unijnych ekspertów w naszych masarniach, które nie wykazały żadnych nieprawidłowości. Nie pomagały raporty, że wszystko produkujemy zgodnie z unijnymi przepisami. Rosja argumentów Unii nie słuchała wcale. Do czasu, kiedy Polska zablokowała rozmowy Moskwy z Brukselą o współpracy energetycznej. I postawiła warunek - wy zniesiecie embargo, a my wycofamy weto.