Producenci truskawek i malin od wielu miesięcy walczyli w Brukseli o dotacje, które mogłyby wyrównać im coroczne straty w uprawach. Tłumaczą, że to w końcu owoce, które niezwykle łatwo się psują i potrzebują mnóstwa słońca, by wyrosły zdrowe i słodkie. Każdy tydzień ulew, susze czy przymrozki, jak w tym roku, niszczą je bezpowrotnie.

Dlatego Unia zdecydowała się dać rolnikom specjalne dotacje. Ustalono z naszym rządem, który wspierał plantatorów w tej walce, że co roku do każdego hektara truskawek czy malin dostaną 400 euro, czyli ok. 1600 zł - 230 euro da Unia, a 170 euro dołoży nasz rząd.

To dobra wiadomość nie tylko dla rolników. Oznacza to, że nie musimy obawiać się drastycznych wzrostów cen, kiedy będzie klęska nieurodzaju, bo część strat zrekompensują przyznane właśnie dotacje. Zła wiadomość jest tylko taka, że dotacje przyznano jedynie na pięć lat. I nikt nie potrafi powiedzieć, czy potem znajdą się dla rolników jakiekolwiek dodatkowe pieniądze.