Jedno jest pewne. Jeśli już w końcu dojdzie do obniżki składki rentowej, to zyskają na tym najpierw pracownicy. Teraz składki są podzielone na dwie równe części. Jedną płacą pracownicy, drugą - pracodawcy. Rząd obiecał, że najpierw - jeszcze w tym roku - obniży składki z 13 do 10 proc. Ale mniej będą płacić tylko pracownicy. Dzięki temu ludzie dostawaliby już teraz wyższe pensje. Mówiono, że stanie się to w lipcu, ale teraz pojawiły się pogłoski, że rząd poczeka z tym do sierpnia, a może nawet do września.

"Kwestia jest otwarta, jeżeli chodzi o ten rok" - mówił dziś premier Jarosław Kaczyński. "Jeśli chodzi o przyszły rok, to problem jest dość skomplikowany" - dodał. Wynika z tego jasno, że obiecana na przyszły rok obniżka składki o dalsze 4 pkt. procentowe (z 10 do 6 proc.) - dzięki której mniej zapłaciliby zatrudniający - stoi pod znakiem zapytania.

Zmiana frontu wynika z sytuacji w koalicji. Zarówno LPR, jak i Samoobrona sprzeciwiają się radykalnej obniżce składki rentowej. Partie te uważają, że budżetu Polski nie stać na rezygnację z 16 mld zł. O tyle mniej pieniędzy wpłynęłoby do budżetu, gdyby obniżono składkę. LPR i Samoobrona chcą mieć te pieniądze, choćby na podwyżki dla nauczycieli i lekarzy.