"Najważniejszym celem reformy było przecież obniżenie kosztów, jakie pracodawcy ponoszą w związku z zatrudnianiem pracowników" - mówi Maciej Krzak, ekonomista Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Dziś osoba, która zarabia 1,6 tys. zł netto, otrzymuje wynagrodzenie brutto na poziomie 2,5 tys. zł. Ale pracodawca płaci za jej pracę więcej niż wynosi pensja brutto - musi do niej bowiem doliczyć dodatkową składkę emerytalną, na Fundusz Pracy i właśnie składkę rentową. Razem do pensji brutto w wysokości 2,5 tys. zł firma musi miesięcznie dopłacić jeszcze prawie 500 zł. Czyli z 3 tys. zł, jakie przedsiębiorca wydaje na zatrudnienie pracownika, w kieszeni tego ostatniego zostaje tylko połowa.

Plan Gilowskiej miał nieznacznie zmniejszyć te obciążenia. Ekonomiści ostrzegają, że jeśli koalicja postawi na swoim i zmniejszy obciążenia składkowe tylko po stronie pracownika, będzie to miało negatywne konsekwencje. "Przy obecnej koniunkturze i szybko rosnących wynagrodzeniach zwiększanie pensji to dolewanie oliwy do ognia" - mówi Radosław Bodysa, ekonomista ds. Europy Centralnej w banku Merill Lynch.

Dodatkowe zwiększanie pensji przełoży się bowiem na dalsze zwiększenie i tak rozdmuchanych wydatków konsumpcyjnych, a to zwiększa ryzyko przegrzania gospodarki. Zdaniem Macieja Krzaka, lepszym i bezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby takie pokierowanie reformą, by skorzystali na niej przede wszystkim ci, którzy zarabiają najmniej.

Koszty działalności firm rosną, bo w górę idą wynagrodzenia stanowiące zwykle od 20 do 50 proc. wszystkich kosztów, jakie ponosi firma. Poza tym drożeją paliwa, energia elektryczna i gaz, a więc także ceny produktów. Poza tym wysokie składki, jakie pracodawcy muszą płacić za zatrudnienie pracowników powodują, że i jedni i drudzy wolą pracować w szarej strefie.

Wtedy w ogóle nie muszą płacić składek, a to powoduje niedobór środków w systemie ubezpieczeń społecznych i konieczność gigantycznych dopłat z budżetu. Obniżenie składek miało skłonić pracodawców i pracowników do zalegalizowania wynagrodzeń.