Minister gospodarki Piotr Woźniak nie przebierał w słowach. Bez ogródek powiedział gościom z zagranicy, jakie niebezpieczeństwa niesie budowa Gazociągu Północnego. I to nie tylko dla Polski czy Europy, ale całego świata.

"Gazociąg jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego naszego kontynentu. Nie wiemy, z jakich źródeł ma być zaopatrywany. Nie wiemy, co po jego powstaniu stanie się z rurociągami jamalskim i południowym, z których korzysta nasz kontynent " - grzmiał Piotr Woźniak w Senacie na międzynarodowej konferencji "Zagrożenia ekologiczne Morza Bałtyckiego".

Minister przypomniał, że Rosja dba przede wszystkim o swoje interesy, co nakreśliła wyraźnie dokumencie z 2003 roku, przedstawiającym najważniejsze kierunki polityki gazowej. Nie ma więc co liczyć na cud, że nagle zacznie jej zależeć na tym, by Europa miała tanie surowce. Nasi wschodni sąsiedzi wolą sprzedawać innym krajom gaz jak najdrożej, by za wszelką cenę kontynent od siebie uzależnić.

Rosjan nie obchodzi też, jak budowa wpłynie na Bałtyk. Woźniak dowodził, że to morze już dziś jest bombą ekologiczną - tyle kryje niebezpiecznych metali ciężkich i substancji chemicznych. Najgorszy jest iperyt, którego 13 tysięcy ton leży na dnie w przerdzewiałych beczkach, bombach i pociskach z II wojny światowej. Maszyny drążące dno morza mogą z łatwością je naruszyć - i katastrofa ekologiczna gotowa.

Co na to Rosjanie? Udają, że nic się nie dzieje. Wmawiają, że wielka rura niczego nie zniszczy. I z uporem, zamiast pełnej dokumentacji o zagrożeniach płynących z budowy Gazociągu Północnego, przedstawiają protestującym jedynie skrawek badań, z którego niewiele wynika.