"Nie możemy przyjąć takich limitów emisji gazów cieplarnianych na lata 2008-12, jakie proponuje nam Unia, bo są one zaniżone. Zaskarżymy tę decyzję do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości" - mówi minister środowiska Jan Szyszko.

A chodzi o to, że Unia obcięła nam limity o ponad 1/3 z 284,6 mln ton rocznie do niewiele ponad 200 mln ton. Dlaczego? Bo licząc je wzięła zaniżone dane. I tak np. spece z Brukseli, jak tłumaczy minister Szyszko, wzięli wzrost PKB (wartość wszystkich nabytych przez nas towarów i usług) na poziomie 4,7 proc., a jest ponad 7 proc., co oznacza, że gospodarka rozwija się o wiele szybciej niż myślą eksperci wspólnoty.

A jak gospodarka się rozwija, to fabryki pracują pełną parą i emitują niestety do atmosfery gazy cieplarniane. Gdyby chcieć zmieścić się w limitach wyznaczonych przez wspólnotę, trzeba by zamknąć część wielkich fabryk. Albo zgodzić się na płacenie gigantycznych kar za nieprzestrzeganie norm.

Jest jednak nadzieja, że ETS przyzna nam rację i nakaże Unii podnieść limity. Nie jesteśmy bowiem osamotnieni w tego typu skargach. Identyczne złożyły już Czechy i Słowacja, którym Bruksela także zaniżyła normy biorąc od uwagę nieaktualne dane o gospodarce.