Dla fiskusa każdy, kto wydał więcej niż 250 tysięcy złotych na nieruchomość, może być przestępcą. Zresztą nie chodzi tylko o dom czy działkę. Żaden zakup powyżej tej ceny nie umknie przed czujnym okiem skarbówki. Urzędy w całym kraju będą teraz śledzić, gdzie zarobiliśmy na największe wydatki.

Jak ustaliła "Rzeczpospolita", "ludzi majętnych" skarbówka prześwietli szczególnie skrupulatnie na Mazowszu. Pismo z takim poleceniem trafiło już do warszawskich Izb Skarbowych. Mają one bacznie obserwować "bogaczy" i przesyłać o nich informacje do Kontroli Skarbowej.

Urzędy czeka nawał pracy, bo ceny mieszkań i domów ostro poszły w górę. Szczególnie w większych miastach na taki zakup trzeba przeznaczyć dużo więcej niż 250 tysięcy złotych. A że domów i mieszkań sprzedaje się sporo, to pod lupę skarbówki trafią tysiące kupujących.

Co grozi komuś, kto nie będzie potrafił wytłumaczyć, gdzie zarobił pieniądze? Kara może być bardzo dotkliwa i iść w setki tysięcy złotych. Fiskus może kazać takiej osobie zapłacić 75 procent nieujawnionych dochodów. Jeśli ktoś kupił dom za 400 tysięcy złotych i nie wyjaśni, skąd tyle miał, zapłaci 300 tysięcy złotych kary.

Czy takie skrupulatne działania skarbówki są legalne? W końcu każdy z nowych posiadaczy mieszkania traktowany jest jak przestępca. Prawnicy, którzy wypowiadali się dla "Rzeczpospolitej", twierdzą, że choć skarbówka prawa nie łamie, to zbieranie informacji o wszystkich na wyrost jest jego nadużyciem.

Skarbówka się broni. Jej urzędnicy twierdzą, że prześwietlą tylko podejrzanych. Tylko kto dla fiskusa nie jest podejrzany?