Gdyby trzymać się tej logiki, nie warto byłoby skazywać recydywistów. No bo po co, skoro poprzednie kary nie nauczyły ich rozumu. Ale na tym nie koniec absurdów. Sąd uznał, że Streżyńska nie miała prawa karać TP za niekorzystne dla klientów praktyki, bo UKE nie skontrolował Telekomunikacji. Tylko co tu kontrolować, skoro kwestionowaną przez UKE ofertę mógł przeczytać dosłownie każdy - albo w internecie, albo w ulotce, albo w oddziale TP. Była powszechnie znana i dostępna.

Chodziło o ofertę, w której Telekomunikacja uzależniała sprzedaż Neostrady od tego, czy klient korzysta z jej telefonu stacjonarnego. Inaczej mówiąc - klienci nie mogli zainstalować sobie internetu, jeśli nie mieli wykupionego abonamentu telefonicznego za co najmniej 50 złotych. UKE nie mógł się doprosić, by TP rozdzieliła te dwie rzeczy i w końcu nałożył karę.

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (jeden z wydziałów warszawskiej okręgówki) uznał jednak dziś, że UKE nie miał prawa tego zrobić. Dlaczego? Bo w prawie telekomunikacyjnym są dziury. Otóż prezes Streżyńska - zdaniem sądu - karząc TP nie mogła się powoływać na przepisy przejściowe prawa telekomunikacyjnego. Bo te - według sądu - dotyczą telefonii, ale nie internetu.

Prezes UKE Anna Streżyńska zapowiedziała, że odwoła się od tego wyroku.