Moskiewskim bankierom zazdroszczą koledzy z całego świata. Bo tylko w stolicy Rosji za obracanie fortunami miejscowych bogaczy płacą tak sowicie. Jak podaje gazeta "Handelsblatt", pracownik renomowanego banku ma tam bez trudu kilkadziesiąt tysięcy złotych pensji co miesiąc.

Ale to jeszcze nic, choć już te liczby zaczynają elektryzować. Bo dyrektorzy oddziałów zbierają gaże w wysokości kilkunastu milionów złotych rocznie. Trudno jednak wyliczyć, ile z tego jest pensji, bo ogromna część to premie, np. za przyciągnięcie bogatego klienta do banku czy pomnożenie powierzonych bankowi pieniędzy.

Najwyższe zarobki mają oczywiście szefowie banków, dla których nawet 2 mln zł miesięcznie to całkiem normalna pensja.

Skąd tak wysokie wynagrodzenia? Eksperci twierdzą, że rosyjskie banki jeszcze do niedawna zatrudniały na wyższych stanowiskach głównie szpiegów i byłych polityków. Musiały więc sowicie im płacić, by nie wypuścić ich do konkurencji.

Dodatkowo, wielu bankierów ma prowizje od oszczędności, które wpływają na podległe im konta. W ostatnim roku ich zarobki wzrosły o 25 procent. W dużym stopniu przez - trwający od pięciu lat w Rosji - boom w branży energetycznej. Firmy, jedna po drugiej, wchodzą na giełdy, a na ich bankowe konta trafiają fortuny. Procenty z nich wpływają za to szerokim nurtem na konta bankierów.