Dla sieci marketów budowlanych nadeszły złote czasy. Koniunktura w budownictwie sprawiła, że wart prawie 25 mld zł rynek rozrasta się wyjątkowo dynamicznie. Po cegły, dachówki i materiały wykończeniowe ustawiają się kolejki, a obok istniejących już sieci pojawiają się też nowi gracze.

W zeszłym tygodniu w Warszawie powstał pierwszy dyskont budowlany francuskiej sieci Bricoman. Czym jest dyskont? "Sklep ma mniejszą powierzchnię i mniejszy asortyment niż istniejące na rynku supermarkety budowlane. Jego olbrzymią, odczuwalną dla klientów zaletą jest skrócenie czasu zakupów" - wyjaśnia Marek Tokarski z Bricoman. "Prace nad uruchomieniem sieci w Polsce trwały trzy lata, ale właśnie teraz badania konsumenckie pokazały, że warto wystartować, gdyż na rynku jest zapotrzebowanie na dyskonty budowlane" - dodaje.

Sieć zamierza otwierać kilka marketów rocznie, gdy tylko zweryfikuje działanie warszawskiego sklepu. W obszarze zainteresowań Bricomana znajdują się wszystkie duże polskie miasta. Ale Bricoman nie jest pierwszą siecią dyskontów budowlanych w Polsce. Wcześniej na takie rozwiązanie zdecydował się koncern Kingfisher, do którego należy Castorama, otwierając w 2006 r. pierwszy w naszym kraju sklep Brico Depot.

Szczególnym atutem dyskontów budowlanych są ceny niższe średnio o 15 proc. niż w innych sieciach. Dla klientów to oczywista okazja, zwłaszcza gdy, jak wskazuje część analityków, ceny materiałów w tradycyjnych dużych marketach są wyższe, niż mogłyby być.

Zdaniem Mariusza Sochackiego, niezależnego analityka rynku budowlanego, za taki stan rzeczy odpowiedzialne są same sklepy. "W przypadku materiałów innych niż elementy ścienne, można mówić o sztucznym wzroście, do którego przyczyniają się same sieci handlowe i hurtownie. Wykupują one całą produkcję naprzód, by móc potem dyktować ceny" - twierdzi. Mimo kilkudziesięcioprocentowych wzrostów cen, klienci nie mają jednak wyboru i aby budować, muszą zostawiać w sklepach coraz większe sumy.

Kolejne markety budowlane rosną więc jak grzyby po deszczu. "Rynek sklepów budowlanych jest jednym z bardziej obiecujących. W Polsce brakuje jeszcze od 1,5 do 3 mln mieszkań, które prędzej czy później powstaną i trzeba je będzie jakoś wykończyć" - wyjaśnia Jerzy Majos, dyrektor centrali zakupów i marketingu w sieci Leroy Merlin.

Firma zamierza otwierać co najmniej cztery hipermarkety rocznie. Z kolei OBI, który ma już 28 placówek, w tym roku otworzy jeszcze dwie. "Widzimy, że w polskim rynku tkwi jeszcze duży potencjał, dlatego planujemy dalszy rozwój marketów" - mówi Weronika Rychlik, rzecznik sieci.

Z rosnącej liczby nowych mieszkań zamierza też skorzystać polska sieć Dobre dla Domu, należąca do grupy Black Red White. Marka powstała w 2005 r. na fali boomu budowlanego i trafiła w idealny moment. "Obecnie konkurencja jest bardzo duża i trudno byłoby się przebić na rynku. Zależało nam na szybkim rozwoju. Dlatego zdecydowaliśmy się na franczyzę" - mówi Piotr Matluch, dyrektor handlowy sieci.

"Obecnie mamy 10 sklepów, w maju otworzymy kolejne cztery, a ten rok chcemy zamknąć 24 placówkami" - dodaje. Dobre dla Domu postawiło na specjalizację w materiałach wykończeniowych, by nie konkurować bezpośrednio z największymi graczami. "Według naszych badań, większość Polaków ma w domu wyposażenie sprzed 20-30 lat. Wkrótce będą chcieli je zmienić, a to dobry sygnał dla sieci budowlanych" - mówi Matluch. Dzięki niewielkiej powierzchni sklepów i systemowi franczyzowemu firma może docierać ze swą ofertą nawet do małych miast.

Na taki model działania stawia też należąca do Grupy Muszkieterów sieć budowlana Bricomarche. Obecnie liczy ona 40 sklepów, a kolejne przybywają z prędkością błyskawicy. "W tym roku planujemy otwarcie 18 sklepów usytuowanych w Polsce powiatowej. Nasz koncept jest dostosowany do miejscowości małych, w których świetnie sprawdza się formuła rodzinnego biznesu" - mówi Magdalena Bielak, rzecznik sieci. Ubiegły rok Bricomarche zakończyło obrotami przekraczającymi 320 mln zł, a wzrost w najlepszych placówkach wyniósł nawet 30 proc.

Analitycy rynku są przekonani, że tak dynamiczny rozwój sieci marketów budowlanych potrwa jeszcze co najmniej przez kilka lat. Zwłaszcza w mniejszych miastach, gdzie mniejsze placówki niemal w ciemno mogą liczyć na spore oblężenie kupujących.