Wszystko wskazuje na to, że ceny ziemi prędko nie wyhamują. Zwłaszcza jeśli nowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, którą przyjęła właśnie Rada Ministrów, wejdzie w życie. "Projekt ministra budownictwa zakłada, że w niektórych przypadkach podatek od sprzedaży nieruchomości wyniesie 44 procent" - mówi Artur Brzeziński, specjalista podatkowy, redaktor naczelny portalu pit.pl.

Kiedy grozi nam ten koszmarny podatek? Wtedy, kiedy Twoja nieruchomość podrożeje dlatego, że zmienił się plan zagospodarowania przestrzennego. Czyli na przykład dookoła niej nie będą już szczere pola bez dojazdu, ale piękna droga powiatowa czy gminna. Albo powstanie luksusowe osiedle ze sklepami, kinem, gdzie dojechać będzie można autobusem, który dotąd był tu tylko marzeniem. I działka wśród pól zmieni się w atrakcyjną ziemię niemal w centrum miasta.

Wtedy gmina uzna, że pomogła Ci podwyższyć cenę. W związku z tym zapłacisz jej haracz, tzw. rentę planistyczną, w wysokości 25 proc. tego, co zarobiłeś. Ale to nie koniec podatków. Do tego jeszcze musisz doliczyć 19 proc. obowiązkowego podatku dochodowego od zysku. Np. jeśli kupiłeś działkę za 50 tys. zł nie dalej niż 5 lat temu, a sprzedasz ją za 150 tys. zł - zarobisz na niej 100 tys. zł. Dzisiaj zapłacisz 19 tys. zł fiskusowi jako podatek dochodowy. Ale gdy nowa ustawa stanie się faktem, dołożysz do tego jeszcze 25 tys. zł tzw. renty planistycznej, czyli razem - 44 tys. zł. I zostanie Ci ze 100 tys. zł nie 81, a tylko 56 tys. zł.

Najgorsze jest to, że przez te nowe przepisy ziemia zdrożeć może jeszcze bardziej niż przez ostatni rok, kiedy jej wartość skoczyła prawie o 100 proc. Bo jest oczywiste, że nikt nie będzie chciał rezygnować z określonego zysku i podniesie cenę tak, by sprzedaż nadal mu się opłacała. Czyli - ceny pójdą w górę.