Wicepremier Gilowska z rozliczeniem PIT-u, jak wielu Polaków, czekała do końca. Deklarację złożyła w ostatnim terminie - dopiero w poniedziałek. A że zna się na podatkach jak mało kto, więc wiedziała, co trzeba zrobić, by fiskusowi oddać jak najmniej pieniędzy. Tu zastosowała bardzo prosty chwyt - po prostu rozliczyła się wspólnie z mężem. Ponieważ Gilowska zarobiła 210 151,48 zł, a jej mąż - 54 955,43 zł, taka operacja im się opłaciła. W dodatku Andrzej Gilowski skorzystał z ulgi odsetkowej, dzięki temu mogli fiskusowi oddać jeszcze mniej pieniędzy - czytamy w "Fakcie".

Ale na tym nie koniec odliczeń. Państwo Gilowscy przekazali także 1 proc. podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego. Wybrali Lubelskie Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia, na którego konto wpłacili 471,50 zł.

Trzeba przyznać, że wicepremier na rozliczeniu się razem z mężem sporo zyskała. Gdyby rozliczała się sama, fiskusowi musiałaby dopłacić 4411,50 zł. A tak zapłaciła tylko 238,50 zł. Dzięki mężowi zaoszczędziła więc w sumie aż 4173 zł.

Ale tutaj niespodzianka. Bardzo możliwe, że Gilowscy będą musieli jeszcze raz pofatygować się do urzędu skarbowego. Dlaczego? Na pierwszej stronie PIT-u nie zaznaczyli, czy składają zeznanie podatkowe, czy jego korektę. Za to urzędnicy nie naliczą jednak żadnej kary.

Gorzej z tymi osobami, które nie złożyły PIT-u w terminie. Choć i one mogą starać się o łagodne potraktowanie. Co trzeba zrobić? Jak najszybciej dostarczyć dokumenty niezbędne do wyliczenia podatku. I co ważne - od razu go zapłacić. Wtedy nie zapłaci się kary, a jedynie odsetki.

Kary za spóźnienie można też uniknąć, składając do urzędu skarbowego prośbę o odstąpienie od jej wymierzania, trzeba tylko uzasadnić powód spóźnienia - radzi "Fakt".