Wypełniony ropą z platformy Troll tankowiec jest szóstym sprowadzonym przez Lotos w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Dwa pierwsze przypłynęły w zeszłym roku z Kuwejtu, a kolejne dwa przywiozły lekką ropę z Morza Północnego.

Prezes Lotosu Paweł Olechnowicz już w końcu ubiegłego roku informował, że tegoroczny import ropy spoza Rosji sięgnie 15 proc. wszystkich dostaw. Ale dla gdańskiej spółki to zaledwie początek dywersyfikacji. Strategia Lotosu zakłada bowiem, że w 2012 r. dostawy ropy z innych niż Rosja kierunków wzrosną do 40 proc.

Spółka nie ujawnia, ile płaci za ropę przywożoną statkami. Eksperci twierdzą, że w porównaniu z dostawami ropy rurociągiem Przyjaźń tankowce są finansowo nieopłacalne. Dlaczego? Przede wszystkim z powodu rodzaju ropy. Na giełdach paliwowych różnica pomiędzy zachodnią ropą Brent a rosyjską Ural wynosi ponad 4 dol. na baryłce. Ale to nie wszystko, bo trzeba jeszcze doliczyć koszty transportu: z Norwegii dodatkowy dolar na baryłce, z Kuwejtu nawet 2-3 dol. To podnosi koszt sprowadzenia tankowca o 1-2 mln dol. Do tego dochodzą jeszcze koszty przeładunku.

W rezultacie może się okazać, że przedsięwzięcie gwarantujące zachowanie mocy przerobowych średniej wielkości rafinerii przez 10 dni, bo na tyle wystarcza jeden statek ropy, ma charakter bardziej polityczny niż ekonomiczny. "Import ropy do Polski statkami na dłuższą metę nie ma sensu. Dopóki istnieje możliwość kupowania tańszej ropy rosyjskiej, trzeba z niej korzystać" - twierdzi Janusz Steinhoff, były wicepremier w rządzie Jerzego Buzka.

Jednak Ministerstwo Gospodarki patrzy na to inaczej. Kwestie finansowe schodzą na dalszy plan, ważniejsza jest dywersyfikacja. "Powinniśmy prowadzić politykę pozwalającą na zróżnicowanie dostaw. Zwiększy to bezpieczeństwo energetyczne państwa, a w przyszłości może przynieść także zyski finansowe" - usłyszał DZIENNIK w resorcie.

Czy zatem ucieczka od rosyjskiej ropy będzie dla nas korzystna? Eksperci są ostrożni: "Należałoby się zastanowić, jak Rosjanie zareagują na ograniczenie przez nas zakupów. Prawdopodobnie będą podnosić ceny" - ocenia Maciej Janiec, niezależny konsultant rynku paliwowego.

Na odwracanie się od rosyjskich dostawców sceptycznie patrzy także Igor Chalupec, były prezes PKN Orlen. Zwraca uwagę, że Rosja buduje teraz nowe magistrale: na wschód do Chin oraz z Bułgarii do Grecji. Dzięki nim Rosjanie znajdą nowych odbiorców, a my przestaniemy być ważnym partnerem. Nie będą musieli nam dostarczać ropy.

Czy można się przed taką sytuacją zabezpieczyć? Janusz Szum, były przedstawiciel Jukosu w Polsce, radzi, by zawierać z Rosjanami długoterminowe kontrakty. Przede wszystkim dlatego, że rosyjska ropa jest i będzie najtańsza. "Jeśli teraz nie zapewnimy sobie dostaw paliwa, później go dla nas zabraknie" - ostrzega.

Jednak w przypadku rurociągu Przyjaźń nie można wykluczyć, że dostawy nagle zostaną wstrzymane. Rosjanie nieraz wspominali o jego fatalnym stanie technicznym. Warto zatem mieć alternatywę dla rosyjskiej ropy. Statkami można ją sprowadzić w każdej chwili, a możliwości przeładunkowe gdańskiego Naftoportu pozwalają na przyjmowanie dostaw ropy w ilościach większych, niż wynoszą potrzeby polskiej gospodarki. Jednak to zdaniem ekspertów byłaby ostateczność.