Nie sugeruj się zapewnieniom koleżanki, że najważniejsze, by dobrze policzyć, ile podatku się należy i w terminie wysłać go fiskusowi. Równie istotne jest, w jaki sposób wypełnisz swoje zeznanie. Wystarczy, że z pośpiechu nabazgrzesz na druku parę rzeczy, a już masz poważny problem.

Urzędnik może wezwać Cię do wyjaśnienia, twierdząc, że nie jest w stanie rozczytać tego, co napisałeś. Gorzej, jeśli np. cyfra cztery wyda mu się jedynką i z wyliczeń wysokości podatku wyjdzie, że oszukałeś fiskus. Będziesz musiał gęsto się tłumaczyć, dlaczego tak się stało, i mieć na poparcie swych słów - czarno na białym - odpowiedni dokument z dobrze wpisaną kwotą, np. rachunek czy zaświadczenie od pracodawcy.

Wezwanie do urzędu skarbowego możesz dostać za każdą, wydawałoby się, głupotę. Brak podpisu czy daty wypełnienia dokumentu to wystarczający powód, by Cię przesłuchać na tę okoliczność. Tak samo skrupulatnie wyjaśniane muszą zostać wszystkie kwestie przestawień literek w Twoich danych: nazwisku czy adresie. Cyferki w Numerze Identyfikacji Podatkowej (NIP) czy dacie urodzin też muszą być na swoim miejscu. Bo kiedy się pomylisz, może się okazać, że komputer zamiast Twoich znajdzie dane kogoś innego - i zrobi się zamieszanie.

PIT nieważny będzie także wtedy, kiedy pomylisz się w kolejności wpisywania dochodów małżonków, jeśli rozliczacie się wspólnie. Jeśli na początku zeznania deklarujemy, że "podatnikiem" będzie w nim mąż, a "współmałżonkiem" żona - musimy się pilnować, by dalej wpisywać wszystkie dochody i składki właśnie w takiej kolejności - najpierw męża, potem żony. Inaczej będziemy musieli przepisywać wszystko od nowa.

Te wszystkie błędy traktowane są na szczęście jako drobne i kary za nie nie dostaniesz. Gorzej, jeśli gdzieś pomylisz się w cyferkach dotyczących kwot, z jakich się rozliczasz. W pierwszej części PIT-a co prawda przepisujesz po prostu to, co dostałeś na druku od swojego pracodawcy, albo dodajesz je do siebie, jeśli pracowałeś dla kilku firm, ale gorzej, jak źle z tego wyliczysz należny podatek. To także traktowane jest jako błąd, ale już może Cię kosztować, bo za złe naliczenie podatku grożą wysokie kary pieniężne.

Mandat od fiskusa możesz dostać nie tylko wtedy, jeśli za mało mu zapłaciłeś. Mogą Ci go wlepić także wtedy, kiedy zadziałałeś na własną szkodę i za mało naliczyłeś sobie do zwrotu. Takie niestety są przepisy naszego prawa podatkowego - złe naliczenie podatku jest i wtedy, kiedy masz go do zwrotu, i wówczas, gdy do niego dopłacasz.

Na szczęście jest sposób na to, by niczego nie płacić. Musisz w tym celu stawić się w terminie w urzędzie, jeśli to on dopatrzył się błędu, i wyrazić tzw. "czynny żal". Czyli nie kłócić się z urzędnikiem, ale z pokorą przekonać go, że po prostu się pomyliłeś. Zadziałać powinno to nawet wtedy, kiedy zapomnisz o jakiejś części swoich dochodów i nie wpiszesz do PIT-a np. jakiejś umowy o dzieło czy zlecenia.