Gilowska zapowiedziała po przyznaniu nam organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej, że znalazła miliard na budowę i że te pieniądze da się uzyskać dzięki zmianom w tzw. ustawie hazardowej. Według "Pulsu Biznesu", zakładają one, że firmy organizujące gry miałyby płacić 10-proc. dopłaty od swoich zysków.

Tymczasem sami urzędnicy Ministerstwa Finansów przyznają, że na budowę centrum będzie można wygospodarować najwyżej 176 milionów złotych rocznie zamiast planowanych przez Gilowską 250 milionów. A właściciele kasyn, salonów gier, bukmacherzy i eksperci nie mają wątpliwości: pomysł w ogóle nie wypali! Dlaczego? Bo hazard wcale nie jest najbardziej dochodową działalnością, a po wprowadzeniu opłat wiele z salonów po prostu padnie. A wtedy państwo dostanie jeszcze mniej.

Zyta Gilowska nie skomentowała na razie tych wyliczeń. "Puls Biznesu" dodaje, że autorem kontrowersyjnego zapisu nie jest ministerstwo, a Totalizator Sportowy. Konkretnie Grzegorz Maj, doradca zarządu spółki i były kandydat na posła PiS. Według gazety, to bliska znajomość Maja z ministrem Przemysławem Gosiewskim miała pomóc w przeforsowaniu pomysłu dopłat. Minister Gosiewski wszystkiemu zaprzecza.

Narodowe Centrum Sportu ma powstać na miejscu Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie.