Kto wypłaci nam na starość świadczenia z Otwartych Funduszy Emerytalnych? I jak będzie wyglądać wypłata tych pieniędzy? Nad tym problemem rząd głowi się już od wielu miesięcy. Wczoraj politycy swoje pomysły konsultowali ze specjalistami. A czasu jest jak na lekarstwo, bo pierwsze emerytury z OFE, czyli według nowych zasad, zaczną być wypłacane już w 2009 roku. Dostanie je wtedy ok. 2,6 tys. kobiet (bo one wcześniej niż mężczyźni przechodzą na emeryturę - pisze "Fakt".

OFE to prywatne fundusze emerytalne, które pomnażają nasze składki. Każdy pracujący Polak, który urodził się po 1969 roku, wpłaca tam za pośrednictwem ZUS swoje pieniądze - 7,3 proc. pensji brutto. Fundusze (jest ich kilkanaście) pomnażają pieniądze na naszą przyszłą emeryturę. Ta będzie się składała z dwóch elementów - I filara, czyli tego, co da nam ZUS i II filara, czyli właśnie z OFE.

Kto będzie nam wypłacał pieniądze? Ostatecznie, tak jak dzisiaj, ZUS. Z założeń rządowych wynika jednak, że powstanie nowa, biurokratyczna instytucja. Będą to specjalne zakłady emerytalne (kilka prywatnych i jeden państwowy), do których trafią składki zgromadzone przez nas przez całe życie w OFE (zgodnie z ustawą, OFE mają bowiem pomnażać nasze pieniądze, ale nie mogą same wypłacać emerytur).

Każdy, gdy będzie chciał przejść na emeryturę, sam wybierze sobie taki zakład emerytalny. Ten zaś część pieniędzy na naszą emeryturę będzie co miesiąc przekazywał do ZUS, a ZUS przeleje nam je na konto wraz ze swoją częścią świadczenia (z I filaru) - informuje "Fakt".

A to jeszcze nie wszystko. Bo sama emerytura też będzie miała kilka wariantów.

Pierwszy to emerytura indywidualna. Zakład emerytalny po prostu podzieli nasze pieniądze zebrane w OFE przez przewidywany okres życia. Te pieniądze nie będą dziedziczone. Jeśli więc ktoś umrze miesiąc po przejściu na emeryturę, wtedy one przepadną - przejmie je po prostu zakład emerytalny - pisze "Fakt".

Druga możliwość to emerytura małżeńska. Emerytury męża i żony będą sumowane i dzielone na pół. Oboje małżonkowie będą dostawać po równo. To korzystne rozwiązanie dla tych małżeństw, w których jedna z osób zarabia znacznie więcej od drugiej lub w ogóle nie pracuje. W razie śmierci jednego z małżonków, drugie do końca życia będzie dostawać emeryturę. Ale w wysokości - jak informuje "Fakt" - zaledwie 60-70 proc. tego, co do tej pory, czyli przed śmiercią małżonka.

Trzecie rozwiązanie to emerytura z gwarantowanym okresem wypłaty, czyli dziedziczna. Ma być ona niższa od indywidualnej. Przyszły emeryt będzie mógł wskazać osobę, która po jego śmierci będzie dostawać jego pieniądze - pisze "Fakt". Ale uwaga! Okres gwarantowany - na tyle na razie zgodziły się OFE - będzie wynosił tylko 5 lat. To oznacza, że jeśli emeryt umrze rok po przejściu na emeryturę, wtedy osoba przez niego wskazana będzie jeszcze przez 4 lata dostawać pieniądze. Jeśli jednak emeryt będzie żył dłużej niż 5 lat, wtedy jego spadkobierca nie odziedziczy po nim emerytury - kończy "Fakt".