Jego premierę zapowiedziano podczas Worldwide Developers Conference w San Jose, imprezy, na której co roku spotykają się wszyscy kooperanci Apple. iPhone ma łączyć w sobie funkcje telefonu komórkowego, odtwarzacza muzyki cyfrowej (czyli innego produktu Apple - iPoda) i komunikatora internetowego. Ma też umożliwiać wysyłanie e-maili i oglądanie stron WWW. " iPhone ma zrewolucjonizować rynek komórek" - mówił w styczniu szef Apple Steve Jobs.

Problem jednak w tym, że rewolucja już się zaczęła, a nowych trendów wcale nie musi wyznaczać Apple. Równie wielkie szanse na położenie kolejnego kamienia milowego w historii komórek ma fiński gigant telekomunikacyjny Nokia. Jego flagowym modelem jest dziś aparat N95, który tak naprawdę jest miniaturowym komputerem multimedialnym. W ubiegłym tygodniu Nokia ruszyła z jej sprzedażą w samej jaskini lwa - bo na amerykańskim rynku. Finowie już dziś mogą mówić o sukcesie: ich nowojorski sklep sprzedał cały zapas N95 zaledwie w ciągu jednego dnia. Nabywców nie przerażała nawet wysoka cena - 750 dol. za aparat (iPhone w tańszej wersji ma kosztować 500 dol.).

Błyskawiczna reakcja Nokii nie dziwi. Rynek telefonów komórkowych wart jest dziś 117 mld dol. Firma badawcza IDATE oszacowała, że jego wartość będzie rosła średnio 2,4 proc. rocznie do 2010 r. Jednak znacznie szybciej będzie się rozwijał segment najbardziej zaawansowanych technologicznie aparatów, czyli takich jak iPhone czy N95. IDATE ocenia, że w 2006 r. telefony umożliwiające korzystanie z technologii 3G stanowiły około 8 proc. rynku. W 2010 r. ma on wzrosnąć do 19,2 proc.

Nic więc dziwnego, że Nokia, która kontroluje dziś ok. 35 proc. światowej sprzedaży komórek, zamierza być liderem również i w tym najbardziej lukratywnym obszarze rynku. Każdy atak ze strony konkurencji i odebranie Finom nawet niewielkiej części komórkowego tortu oznacza dla europejskiego producenta stratę setek milionów dolarów.

Na razie jednak przedstawiciele koncernu z siedzibą w Helsinkach bagatelizują zagrożenie. Hannu Nieminen, szef działu innowacji w fińskiej Nokii, twierdzi, że jego firma rozważała wprowadzenie aparatu z dotykowym ekranem, tak jak w iPhonie, ale ostatecznie zrezygnowała. "My stawiamy na modele, które łatwo można obsługiwać jedną ręką. Tymczasem dotykowy ekran iPhone’a trudno będzie obsługiwać w ten sposób" - twierdzi Nieminen.

Już jednak wiadomo, że rywalizacja na rynku nie będzie dotyczyć tylko dwóch firm. Do wyścigu o klientów zamierza przystąpić też koreański Samsung, który niedawno przedstawił nowy telefon komórkowy o nazwie Ultra Smart F700. Podobnie jak iPhone on jest wyposażony w ekran dotykowy. Aparat umożliwia szybką transmisję danych w technologii HSDPA, czyli gwarantującej szybki internet. W tym samym kierunku zmierza też druga koreańska firma LG Electronics, która z domem mody Prada opracowała także model z dotykowym ekranem. W kolejce czekają już następni producenci, jak Sony Ericsson i Motorola.

Na razie jednak tylko Steve Jobs otwarcie mówi o planach sprzedaży. Zgodnie z założeniami producenta Macintoshy do 2008 r. nabywców znajdzie aż 10 mln iPhone’ów. I wiele wskazuje na to, że może się to udać. Zainteresowanie, jakie wzbudza ten gadżet, jest bowiem ogromne. Randall Stephenson, dyrektor operacyjny w AT&T, ujawnił niedawno, że ponad milion klientów korzystających z sieci komórkowych obsługiwanych przez jego firmę już zapytało o możliwość zakupu nowego urządzenia Apple.

Potencjalnych nabywców nie zraża nawet wysoka cena. Z opublikowanego w zeszłym tygodniu badania firmy Piper Jaffray wynika, że amerykańska młodzież jest gotowa wydać 500 dol. na nowy gadżet Apple. Aż 85 proc. uczniów już o nim słyszało, a 25 proc. pytanych zamierza go kupić.

Jednak nawet Steve Jobs zdaje sobie sprawę, że przez najbliższe kilka lat walka z Nokią na światowym rynku komórek będzie bardzo trudna. Finowie produkują dziś 10 komórek na sekundę. Gdyby Apple udało się zrealizować jego i tak ambitne plany, opanowałby zaledwie 1 proc. rynku w 2008 r. Na pewno jednak zarobi krocie. Jak bowiem obliczyła niedawno firma analityczna iSuppli przy proponowanych cenach marża brutto Apple na iPhone’a wyniesie około 50 proc., czyli prawie 250 dol. na sztuce. A o to w biznesie przecież chodzi.