Idą wakacje, a ceny na stacjach paliw ani myślą spaść choćby o parę groszy. W dodatku co roku latem jeszcze pną się w górę. Producenci windują wtedy ceny paliw, by odbić sobie straty spowodowane mniejszym popytem na olej opałowy, bo przecież o tej porze roku mieszkań nim nie ogrzewamy.

Jakby tego było mało, OPEC - organizacja zrzeszająca największych światowych producentów ropy - zmniejszyła wydobycie tego surowca. Po co? Żeby podwyższyć jego wartość, bo im mniej czegoś, bez czego światowa, gospodarka sobie nie poradzi, tym więcej można za niego zażądać.

Na szczęście jest szansa na to, że jednak w te wakacje nie przepłacimy. OPEC poinformował, że jest gotów w każdej chwili zwiększyć produkcję. Oczywiście - jak tłumaczył jego przedstawiciel tuż przed konferencją energetyczną w Dubaju - możliwe będzie to dopiero, kiedy bardzo wzrośnie zapotrzebowanie na ropę.

To dobry sygnał, bo oznacza, że kryzys paliwowy nam nie grozi. Taka dobra informacja powinna sprawić, że wielkie firmy nie będą gromadzić zapasów ropy i surowiec ten nie będzie gwałtownie drożał, tak jak pod koniec minionego roku, kiedy OPEC poinformował, że zmniejszy wydobycie o 1,7 mld baryłek dziennie. Ropa podrożała niemal z dnia na dzień o kilka dolarów za baryłkę na światowych giełdach.